jak długo można funkcjonować biorąc dożylnie amfetaminę popalając w międzyczasie trawsko? powazna odpowiedzialna praca dobrze płatna, piekny zdrowy synek, dom samochód........czy to wszystko trzeba stracic i wylądowac na dnie żeby zrozumieć, chcieć przyjąc pomoc?! [b]ludzie jest was tu tylu którzy podjeli leczenie wzieliście byka za rogi[/b]"co robić aby mój chłopak zrobił to samo..dlaczego twierdzi że to ogłupianie tylko ludzi że to nie pomaga,ze te terapie to kretynstwo dla jakiś nieporadnych ślamazar...nie chce słyszec nawet o telefonie zaufania...co ja mam robic czekać to jedyne wyjście?
Posted: 06.11.2005, 21:45
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
[quote:a512117a7b]
jak długo można funkcjonować biorąc dożylnie amfetaminę popalając w międzyczasie trawsko?
[/quote]
-do śmierci, albo podjęcia SKUTECZNEGO leczenia..
[quote:a512117a7b]
powazna odpowiedzialna praca dobrze płatna, piekny zdrowy synek, dom samochód........czy to wszystko trzeba stracic i wylądowac na dnie żeby zrozumieć, chcieć przyjąc pomoc?!
[/quote]
-w 90% przypadków niestety trzeba stracić, albo mieć wizję nieuchronnej straty w przypadku dalszego nic-nie-robienia!
[quote:a512117a7b]
ludzie jest was tu tylu którzy podjeli leczenie wzieliście byka za rogi"co robić aby mój chłopak zrobił to samo..dlaczego twierdzi że to ogłupianie tylko ludzi że to nie pomaga,ze te terapie to kretynstwo dla jakiś nieporadnych ślamazar...nie chce słyszec nawet o telefonie zaufania...co ja mam robic czekać to jedyne wyjście?
[/quote]
-porządnie kopnąć go w dupę, postawić mu ultimatum-albo Ty i Wasz synek albo dragi! Dopuki On nie będzie miał czarno na białym, że spier***** sprawę to nie sądzę, aby cokolwiek ze sobą zrobił. Prawdopodobnie on boi się przyznać sam przed sobą, że jego "przygoda" z narkotykami nie jest już zabawą. Jedyne co Ty możesz zrobić to dobitnie go o tym poinformować i zarządać natychmiastowego podjęcia leczenia. A jeżeli to nic nie da to odejść albo być nadal...
Pozdrawiam, powodzenia.
[/color]
Posted: 07.11.2005, 17:40
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
kawa_z_mlekiem dzięki choć nie można to nazwać słowem otuchy tylko niestety rzeczywistość brutalna i prawdziwa o życiu z narkomanem nie wiem czy starczy mi sił z walką za nas oboje bo na razie tak to wygląda on cały czas bierze w pracy i po pracy....między nami od dawna nie jest tak jak kiedys było myślę że czas działa na nasza niekorzysc odddalamy sie od siebie ...mi brakuje coraz bardziej człowieka którego dawno juz nie ma.....lzej mi tylko kiedy tu pisze i mam potwierdzenie od ludzi godnych zaufania raz jeszcze dzięki.....
Posted: 07.11.2005, 22:36
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Zawsze jest ten drugi wariant odpowiedzi na pytanie "jak długo można" :)
Wiem jak jest ciężko patrzeć na powolną autodestrukcję najbliższej osoby! Ja należę do osób, które nie dają sobie odebrać nadziei, i broń Boże nie chcę jej odebrać Tobie! Bo jak już kilka razy napisałam na tym forum- dokąd narkoman żyje dotąd jest nadzieja! I mogą znienacka pojawić się okoliczności, ludzie czy cokolwiek innego co otworzy oczy Twojemu mężczyźnie. Jedyne o czym musisz pamiętać to dziecko. Uważam, że Ono jest najważniejsze.
Życzę Ci z całego serca (sobie też) by wszystkie złe chwile jak najszybciej odeszły do historii waszego związku. Żebyś miała jak najwięcej radości i abyś była kiedyś dumna ze swojego faceta, że (jak to wcześniej napisałaś) wziął byka za rogi :)
Pozdrawiam.
[/color]
Posted: 10.11.2005, 21:58
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Kawa_z_mlekiem dobrze pisze. Ratuj dziecko i daj mu ultimatum, ale naprawdę twardo postaw sprawę. Sam zostałem postawiony przed takim faktem jestem alkoholikiem i całe szczęście, że żona bardzo szybko zorientowała się że piję nałogowo i szybko zadziałała. Byłem na początku jeszcze uzależnienia i nie straciłem niczego materialnego czyli pracy, kasy itp., ale straciłem rodzinę na jakiś czas co zmusiło mnie do leczenia. Byłem na tym na szczęście etapie gdzie jeszcze miłość do rodziny była dla mnie ważniejsza od picia. A leczyć poszedłem tylko po to aby wrócili ja byłem przekonany, że jestem zdrowy. Tam dopiero do mnie dotarło, że jestem chory czyli uzależniony od alkoholu. Ale im później zacznie się walczyć o osobę uzależnioną tym ciężej to przebiega. Nie czekaj aż stracicie wszystko. Nie robienie nic to przyzwolenie na samozagładę osoby którą przecież kochasz i masz z nim założoną rodzinę, czyli godzisz się na to aby wasze dzieci zostały półsierotami bo tak to się skończy i to szybciej jak się spodziewasz. Przykre to ale prawdziwe. Ratuj rodzinę i zmuś go do podjęcia leczenia, jest bardzo wiele sposobów. Życzę powodzenia i wielu sił.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 13.11.2005, 19:27
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
znów nie mam siły myslę że nie dam rady....zaczęło się piekło....tydzień bez jego brania to juz święto wtedy tylko je i śpi aaa teraz nie ma juz za co ale znalazł pomocna dłoń na przeciwko...sasiad tez jest narkomanem żona go zostawiła więc teraz jest najlepszym kolega mojego męża...teraz z nim spędza całe wieczory az do rana przychodzi najarany z działką w kieszeni...nie docieraja moje tłumaczenia groźby ani płacz mówi mi same najgorsze rzeczy na mój temat jak to się na mnie zawiódł i wychodzi,ja tego nie wytrzymam...mam dość a moje zycie kocham go ale mam dośććććć nie wytrzymam kocham go ale on mną gardzi nienawidzi ....twierdzi juz nawet że go zdradzam...kiedy to on nie chce się ze mna kochać..unika mnie..czsem odczuwam taką nie moc szukam w sobie siły rzeby w końcu zadzwonić i iść na spotkanie z ludxmi współuzależnionymi mam tylko wątpliwości czy oni nie potraktują mnie jak intruza czy to napewno miejce dla mnie....czuje sie zupełnie nikim nie atrakcyjną bezużyteczna nic nie rozumiejącą kobieta tak naiwną....naprawdę chce wierzyc w to co mówi ale za każdym razem nie ma cząstki prawdy w ani jednym słowie wypowiedzianym przez niego powie wszystko aby tylko wyjsc a później przychodzi i zamyka się w ubikacji na długie godziny nie mam siły czekać ide się wtedy położyc on wtedy wychodzi i noce do samego switania spędza przy kompie wychodząc na krótko z domu na klatkę ktoś dzowni ..jeden sygnał i mojego męża już nie ma z poczatku myślałam że ma romans teraz kiedy odkryłam co to jest nie chce mi się żyć nawet dla dziecka myśli mam czasem straszne po prostu cierpi chyba gorzej niż on boże pomocy nie dam rady tak dłużej ..co ja mam robić z nim ze sobą i z tymi wspomieniami naszych pięknych chwil było ich mnóstwo ale czy mozna życ wsponieniami albo czekać aż nadejda dni i noce zupełnej śpiaczki bo on musi to odespać a co z nami z dzieckiem które na pytanie gdzie jest tata? odpowiada zawsze tata aaa/jeszcze nie mówi dobrze /ale wie że musi być cicho bo tata jest nerwowy i nie mozna go budzić serce mi pęka nie moge tak dalej funkcjonowac najgorsze że warunki mieszkaniowe nie pozwalaja sie wyprowadzić nie mam gdzie iśc a żyć tak juz nie mam siły nie mam już czym płakać i nachodza mnie czasem take myśli.........że już nic lepszego mnie w życiu nie czeka mam 30 lat i świat zamknął za mna wszystko co njlepsze może rzeczywisci to przeze mnie bierze moze jak by był z inną kobieta umiała by go trzymac krótko ja go pokochałam całym sercem i uwazam że kazdy człowiek ma prawo być wolny nie upilnowałam go może jesli poznałam go jako narkomana od 2 lat na odwyku bez rzadnego ośrodka terapełtycznego...sam zwalczył chęc brania bardzo przytył 120kg wazył a po roku naszej znajomości znów zaczął...obwiniam sie że może jak by został z rodzicami to by tego nie było a tak kuple wrócili kontakty odnowił i ani mysli to zmienić więc to koniec mojej bajki ....moje wszystki plany i marzenia sa nie aktualne nie chce mi się zyć...
Posted: 13.11.2005, 19:53
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Jesteś wspaniałą dziewczyną i nie piszę dlatego aby Ci słodzić, a dlatego, że chcesz ratować rodzinę i człowieka ktorego kochasz i który Ciebie kocha. Mówi takie głupoty bo to nie on mówi a narkotyki i te osoby które zakazują mu ćpać są największymi wrogami. Tak to działa. Prochy zatrówają mu mózg.To nie on kieruje swoimi myślami, słowami i uczynkami to robią te przeklęty prochy. Ty nie jesteś niczemu winna!!!!!! Nie myśl tak i nie obwiniaj się. To są typowe objawy współuzależnienia. Zostaw go i ratuj siebie i dziecko a potem wezmiesz się za niego. Musisz odnaleźć w sobie siły i udaj się wreszcie na tą grupę a nie zadręczaj się i nie zabijaj siebie i dziecka. Ja bym zadzwonił na policję może to by go obudziło a nie słuchał go i jeszcze się z nim kochać chcesz! Albo twarda miłość albo zniszczysz sobie życie i dziecku!!! Weźmiesz na siebie taką odpowiedzialność aby niszczyć życie dziecka. Bierz się w garść i na grupę trzymaj się i nie zwracaj w ogóle uwagi na męża na to co mówi. Jak możesz pozwalać na takie traktowanie waszej rodziny, dziecka i siebie. RATUJ SIEBIE I DZIECKO, A PÓŹNIEJ JAK ODZYSKSZ SIŁY ZACZNIJ RATOWAĆ MĘŻA kończę decyzja należy do CIEBIE. A tak propo ŻYCIE jest piękne i uwierz :wink: w to, ale to od Ciebie i tylko od Ciebie zależy jakie ono będzie dla Ciebie. Nie rozczulaj się i działaj jak najszybciej!!!
Posted: 13.11.2005, 20:04
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
jozefaa krótko dzieki mam chwile załamania ale i nr telefonu gdzie sie zgłosic jutro z samego ran dzwone dzieki jakie to szczescie ze trafiłam na te stronke...masz racje teraz nie bede myslec gdzie znowu jest ide spac do malca a jutro "biore sie z ŻYCIEM ZA BARKI" musze wygrać tą walkę ale wiem jak bedzie ciężko.....
Posted: 13.11.2005, 20:34
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Dzieki Ci !!!!! Mogę spać spokojniej, wiem że sobie poradzisz BRAWO BRAWO JESTES WIELKA pa życie jest piękne!
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.