[/list][/url]jak ZyC przy osobie uzależnionej od amfy i marychy....mamy małego synka a on twierdzi że ma tylko nas ...jednocześnie nie chce słyszeć o leczeniu już nie czekam gdy znika po nocach ale nie pogodze się z brudnymi strzykawkami ...zapomina ich czasem oddałabym życie gdyby to mu pomogło a nie moge zrobic nic...tylko czekac az w nim zrodzi sie chęć przestania...wtedy będę po prostu przy nim tak jak teraz jestem choć tego nie wie...żyje swoim życiem i nie prawie mu kazań czekam aż wróci do normalnego życia choć wiem że to może nie nastąpić nigdy ....
Posted: 03.11.2005, 22:25
oceń:
moderator
zarejestrowany:
listopad 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.12.11
postów:
562
Jezeli on nie chce się leczyć to nie wiele mozesz zrobić,kochasz ale on psuję radosć waszego zycia Twojego i waszego dziecka,bo tak to nie powinno wyglądać możesz go ciagle namawiać i prosic ale nie wiele zdołasz zrobić jezleli on sam nie chce się leczyć,zadbaj o siebie w mieście w ktorym mieszkasz jest na pewno poradnai dla osob ,rodzin gdzie uzaleznieni są członkowie rodziny ,telefon zaufania,skorzystaj z tego ;to nie usunie Twojego cierpienia ale moze pomoc.. moga udizelić Ci info dotyczących leczenia ,co robic dalej.. jak zmotywowac go do terapii.
Nie ma na co czekać wiesz,on sam nie wroci do normalnosci nie zuci narkotykow bo to mu teraz jest potzrebne i sielniejsze od niego,jedynie leczenie tylko to ,naciskaj na niego,stawiaj warunki niech otrzezwieje niech zobaczy jaką krzywde wam wyrządza ,może wtedy..ale an to nie ma reguły kto i kiedy przestaje ,kiedy postanwia się wziaść za siebie i zacząć leczyć.
Pozdrawiam i zycze wytrwałosci.
Posted: 04.11.2005, 14:52
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Moim zdaniem, powinnaś pomyśleć o synku i sobie... Nie pozwól na to by Twój mąż przychodził naćpany, zostawiał sprzęt... Każ mu się leczyć. Powiedz, że będziesz przy nim ale tylko wtedy gdy podejmie leczenie.
Mój ojciec jest hazardzistą. Mama wytrzymała z nim 17 lat. Raz nawet zaczął chodzić do poradni, ale stwierdził, że terapeutka jest głupia i sama powinna się leczyć. Ostatnie dwa lata to było piekło. Z miłości nie pozostało nic. Zupełnie nic.
Nie pozwól mu na to... Nie licz, że sam się odmieni, bo możesz się ostro przeliczyć. Trzymaj się cieplutko.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Właściwie to taka dziwna, straszna choroba.. Nie wiadomo co zadziała, zmotywuje do podjęcia leczenia i czasem sprawia, że jest ono skuteczne a innym razem mniej.. Chyba to samo, co powoduje nawroty-nawet po kilku latach..
Postaraj się namówić swojego faceta na wizytę u specjalisty i sama zgłoś się do poradni (bez względu na to czy on postanowi to zrobić czy nie).
Nie ułatwiaj mu ćpania-nie dawaj pieniędzy, jeśli znajdziesz cokolwiek w domu-wyrzucaj do kibla, nie kryj go przed znajomymi i rodziną, nie płać jego długów, itp... Niech ponosi konsekwencje swojego ćpania! Wiem, że bardzo ciężko tak postępować, ale trzeba próbować. A przede wszystkim zadbaj o siebie i dziecko!
Trzymam kciuki!
[/color]
Posted: 04.11.2005, 19:31
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Witam Cię. Nie wiele Ci mogę jeszcze dopisać. Tylko jedno zacznij go kochać twardą miłością. Czyli zostaw go,zacznij się leczyć ze współuzależnienia i czekaj kiedy dosięgnie wreszcie swojego dna i zacznie się leczyć. Nie masz innego wyjścia. Jak jego miłość do Ciebie będzie silniejsza od brania czy ćpania to zacznie się leczyć, jeżeli nie to Ty z dzieckiem zaczniecie w końcu bez niego pomału wracać do normalnego zdrowego życia. Myśl o dziecku na nim najbardziej się odbija ta sytusacja panująca w Twojej rodzinie. To, że on mówi że ma tylko Was to nie prawda!!! On ma narkotyki a potem Was. Narazie wybiera narkotyki i w ogóle nie myśli o Was. Jeżeli by myślał o Was nie postępowałby w ten sposób. Wasz dom jest dla niego tylko azylem gdzie dostanie jeść i może spać, poprzez to stwarzasz mu komfort ćpania i nie świadomnie pomagasz mu w zabijaniu siebie. Jeżeli chcesz aby Wasze dziecko żyło normalnie, zdrowo i nie miało złamanej psychiki to odejdz jak najszybciej od niego i może to go w końcu zmusi do myślenia choć trochę o leczeniu. I nie wierz w żadne obiecanki albo leczenie i to w długo terminowym ośrodku albo nie ma kategorycznie powrotu. Wiem, że to trudne ale jedyne wyjście. Pozdrawiam i podejmij prawidłową decyzję pa myśl o dziecku!!!
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 05.11.2005, 21:36
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
no właśnie takich ludzi szukałam jak wy bardzo mi było potrzebne wsparcie takich ludzi którzy znaja temat.....wracajac do tematu trudno odejśc nie jestem gotowa ale właśnie dziś powiedział mi że leczenie to mój idiotyczny plan zniszczenia go wykończenia itp.wiem że musze żyć nawet bez niego moze kocham od dawna wspomnienia jak było zanim zaczął....potrzebuje czasu...trudno przetłumaczyć sobie że to moze już koniec naszej rodziny... zakończony rozdział....dziękuje kochani...w kółko czytam odp. na mój list jak by to była rada na dalsze moje życie poczułam ze tu nie jestem sama od bardzo dawna tak sie nie czułam narkotyki to najgorsza zaraza jaką w życiu widziałam zniszczy dobrego kochanego człowieka z którym chciałam przeżyc resztę swojego życia....tragedia
Posted: 05.11.2005, 22:04
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Bardzo długo zajęło zanim mój narzeczony zrozumiał, że bez pomocy ani rusz.. Przez kilka lat uważał, że sam detox wystarczy (upewniali go w tym jego rodzice). Nie brał wogóle pod uwagę uzależnienia psychicznego. Sądził, że jak oczyści ciało to problem będzie miał z głowy.
Ja również nie zdobyłam sie na to by odejść, ale przedstawiłam mu sprawę jasno-powiedziałam, że nie zasłużyłam na to żeby rezygnować ze swoich marzeń, z przyszłości, z możliwości posiadania normalnej rodziny. Tyle, że on słuchał moich tłumaczeń.
Narazie wszystko jakoś się układa, ale ja nadal się boję (myślę, że w podświadomości zostanie mi to na bardzo, bardzo długo..). Warto próbować, warto walczyć, bo dokąd narkoman żyje dotąd jest nadzieja.. Tylko trzeba uważać żeby nie walić głową w mur..
Teraz zbliżają się Święta Bożego Narodzenia-szczególny czas.. Może skłoni to Twojego męża do głębszych przemyśleń, kto wie!?!
Pamiętaj o jednym-najważniejsze jest Wasze dziecko i to jemu przede wszystkim należy się szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo!
Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia.
[/color]
Posted: 05.11.2005, 22:24
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
[quote=Kawa_z_mlekiem]Bardzo długo zajęło zanim mój narzeczony zrozumiał, że bez pomocy ani rusz.. Przez kilka lat uważał, że sam detox wystarczy (upewniali go w tym jego rodzice). Nie brał wogóle pod uwagę uzależnienia psychicznego. Sądził, że jak oczyści ciało to problem będzie miał z głowy.
Ja również nie zdobyłam sie na to by odejść, ale przedstawiłam mu sprawę jasno-powiedziałam, że nie zasłużyłam na to żeby rezygnować ze swoich marzeń, z przyszłości, z możliwości posiadania normalnej rodziny. Tyle, że on słuchał moich tłumaczeń.
Narazie wszystko jakoś się układa, ale ja nadal się boję (myślę, że w podświadomości zostanie mi to na bardzo, bardzo długo..). Warto próbować, warto walczyć, bo dokąd narkoman żyje dotąd jest nadzieja.. Tylko trzeba uważać żeby nie walić głową w mur..
Teraz zbliżają się Święta Bożego Narodzenia-szczególny czas.. Może skłoni to Twojego męża do głębszych przemyśleń, kto wie!?!
Pamiętaj o jednym-najważniejsze jest Wasze dziecko i to jemu przede wszystkim należy się szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo!
Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia.[/quote]no własnie on nie chce słyszec o detoxie ooo niczym wszystko jest ok jak nie mówimy o leczeniu ja mam nadzieje i wierze w niego bo co prawda nie daje sie namówić ale słucha czuje tzn jeszcze nie umarł i ja mu w tym nie pomogę!!!!widze po nim że zaczyna być zmęczony życiem jego stany są zatrwazajace dlaczego tak ciezko z tego zrezygnowac zebrac siły i powiedzieć sobie NIE...
Posted: 05.11.2005, 22:28
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
A propo świąt i przemyśleń. Tak właśnie mnie moja żona zmusiła do leczenia z alkoholizmu. Mówię Wam najgorsze co mnie w życiu spotkało to spędzanie w samotności Świąt Bożego Narodzenia. Najgorszemu wrogowi tego nie życzę. Mnie to ruszyło i mimo, że oczywiście uważałem że nie mam zadnego problemu z piciem poszedłem na leczenie aby odzyskać rodzinę. I dopiero tam w ośrodku zrozumiałem, że jestem uzależniony i teraz jesteśmy naprawdę szczęśliwi i żyjemy jak Bóg przykazał. Oczywiście mimo kilku już lat jak trzeźwieję zdazają się jeszcze nieraz nieporozumienia w rodzinie zresztą jak w każdej innej, ale zawsze je rozwiązujemy i jest ok. Życzę Ci abyś miała siły odejść, aby mieć do kogo wrócić pozdrawiam .
Posted: 05.11.2005, 22:54
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Sama nie wiem co kieruje mechanizmem uzależnienia.. Co popycha narkomanów do przyznania się, że są bezsilni wobec swojej choroby?! Możliwe, że Twój mąż zauważył jaki ma problem, ale jeszcze nie dojrzał żeby zacząć szukać pomocy (właściwie to nie musiałby jej szukać-mógłby ją przyjąć od Ciebie..). Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu: powiedz mu jasno i wyraźnie: Kocham Cię, ale nie zrezygnuję ze szczęści i spokoju naszego dziecka i mojego własnego. Zrozumiałam, że jesteś chory i potrzebujesz leczenia. Jeśli Ty też to rozumiesz-zgłoś się po pomoc (będzie wiedział gdzie, da sobie radę. Narkoman potrafi zdobyć towar w nocy o północy, w centrum zadupia więc do poradni też trafi!). Jeśli uważasz, że nie mam racji to przykro mi, ale nie ma dla Ciebie miejsca w moim życiu. Gdy podejmiesz leczenie możesz liczyć na moje wsparcie.
Ostrzegam!! Może się zbuntować i obrazić, stwierdzić, że robisz widły z igły, itp...
Zasiejesz w nim jednak ziarno niepewności i może to go zmusi do refleksji...