<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 22 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1167

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:240
W tym miesiącu:5741
W tym roku:42505
Ogólnie:1941563

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
prosze o pomoc
  • Posted: 25.10.2005, 15:52
     
    di0n
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.10.05
    postów:
    2
    MOj narzeczony jest narkomanem juz raz sie leczył i był trzeźwy przez 5 lat od 5miesiecy znowu zaczał. Prubowałam z nim rozmawiać itd wyprowadziłam sie z naszego mieszkania ale to nic nie dało. Nie wiem co moge zrobic żeby mu pomóc nie wiem gdzie mam sie z tym zgłosić. Prosze o pomoc. On nie chce szsye o jakiejkolwiek terapii o jakiwjkolwiek pomocy bo uwaza ze nie ma problemu, a ja nie moge juz dłuzej na to bezczynnie patrzec. Ale nie wiem co moge zrobić?!
  • Posted: 25.10.2005, 19:42
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Nie wiem z jakiego jesteś miasta, ale to chyba numer "uniwersalny": Telefon zaufania dla osób uzależnionych i ich bliskich - 0-801-199-990.
    Zadzwoń i poproś o adres poradni "Monaru" w Twoim mieście.
    Poszukaj tam pomocy dla siebie, a jeśli Twój narzeczony nie chce słyszeć o żadnej formie leczenia to jedyne co możesz zrobić to zająć się sobą.
    [quote:563586fe45]
    MOj narzeczony jest narkomanem juz raz sie leczył i był trzeźwy przez 5 lat
    [/quote]
    Czy On ukończył ośrodek? Jeśli nie to w jaki sposób się leczył?
    Jakie dragi on zażywa??

    3maj się.


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 25.10.2005, 22:54
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Możesz być, albo odejść, nic więcej. To MUSI być jego decyzja, bo inaczej nic z tego...



  • Posted: 26.10.2005, 00:32
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    To prawda, niestety...
    Ani prośbą ani groźbą go do tego nie zmusisz.
    Coś o tym wiem :)
    Chęć podjęcia leczenia przychodzi (albo nie przychodzi) z czasem. Dopuki sam nie zrozumiał powagi sytuacji, w której się znajduje to nie jesteś w stanie nakłonić go aby podjął jakieś SKUTECZNE kroki.


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 26.10.2005, 08:41
     
    di0n
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.10.05
    postów:
    2
    Dziekuje za zainteresowanie. Leczył sie w oSrodku w Zbicku, bierze fete i pali. Nie wiem moze sie na tym nie znam i moze niektórym sie wydaje ze to nic srtrasznego ale to co sie z nim dzieje mozna porównać do choroby psychicznej. Dziękuje za ten numer napewno skorzystam. I chyba czas najwyzszy zająć sie sobą i dzieckiem. Dziekuje
  • Posted: 05.11.2005, 23:05
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    jestem w podobnej sytuacji też mieszkam 5 lat z narkomanem mamy synak 1,5rocznego i poddaje sie powoli bo nie mam juz siły nie chce słyszeć o leczeniu ślepo brnie na przód a tak właściwie zmierza do konca(feta i jarańsko)w dodatku jest insulinozaleznym cukrzykiem ładuje sobie dozylnie ma sine rece i łydki zaznaczone krwawymi liniami na żyłach czy można kochać kogoś a jednocześnie sie go brzydzić? chyba tak !
  • Posted: 05.11.2005, 23:35
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Z całą pewnością można!! Ja też się brzydziłam smrodu heroiny (z ubrań, itp...), wodnistych oczu i bezwładnych kończyn.. A jednak jestem nadal.. I kocham tego człowieka jak nikogo innego!


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 26.12.2005, 09:51
     
    breek
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.01.06
    postów:
    70
    Opowiem Wam pewna historie z mojego zycia. Zglosilam sie na detox goraco wierzac, ze mi on pomoze ale tak naprawde nie wiedzialam na czym on polega. Zazywam tramal wiec nie mialam stycznosci z iglami itp. W pokoju znalazlam sie z narkomanka ktora brala juz od ok 10 lat. Mloda dziewczyna o imieniu Agata. Na poczatku sie wystraszylam sama nie wiem czego... Po uplywie pewnego czasu to wlasnie ona przybyla mi z pomoca.! To nie byl jej pierwszy detox ja zas zupelnie sie rozsypalam :( A to wlasnie ona w nocy wstawala i poprawiala mi koldre, wolala pielegniarke i cierpliwie znosila moje ataki bolu i zlosci na caly swiat. Po moim wyjsciu musialam wyjechac a ona trafila do osrodka do ktorego wyslal ja bardzo kochajacy ja maz. Jednak nasz kontakt sie nie urwal. Dzwonilysmy do siebie wspierajac sie nawzajem. Nagle jej telefony sie urwaly... Maz Agaty powiedzial, ze zawsze ucieka z osrodka i stalo sie tak i tym razem. Zas drugi telefon brzmial...AGATA PRZEDAWKOWALA. Teraz jak wracam myslami do tamtych chwil i przypominam sobie ze jej sie balam a moze i brzydzilam na poczatku to jest mi wstyd...Ale ciesze sie ze choc chwile moglam byc kolezanka kogos tak cieplego. Kogos, kto mimo swojej osobistej tragedii potrafil byc tak pogodny i wspierac mnie w tak ciezkich chwilach... To dla Ciebie Agatko...
  • Posted: 27.12.2005, 15:23
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Wiesz breek, mam prawie identyczną historię, mój aniołek miał na imię Dorota. Cudowna dziewczyna, rok starsza ode mnie. I kochała życie. Niczego nie pragnęła tak bardzo, jak życia bez dragów.
    Jeśli byłam przytomna, wśiekałam, się na wszystko i wszystkich. A Dorota ze mną rozmawiała. Myślałam, że ją zamorduję, kiedy w pewnym momencie wyskoczyła, że przypominam jej Babsi i już do samego końca tak do mnie mówiła. Dzięki niej jakoś się trzymałam, zaprzyjaźniłyśmy się.
    Dzień po moich 18 urodzinach zadzwoniła do mnie Jej siostra. Dorota poszła na złoty strzał. Heroina. Brała przecież amfę, zastanawiałam się, co nagle przyszło jej do głowy. Na pogrzebie Doryty Jej siostra dała mi list, który zostawiła dla mnie Dorotka. Opowiedziała mi w nim kilka rzeczy, powiedziała, że mam nie płakać. Napisała, że ma dość życia, że starała się wyjść na prostą, ale nie daje rady. Napisała też, że wie, czym się zajmuję. Przez przypadek, ktoś jej polecał kontakt w centrum, ale nigdy nie przyjdzie do mnie jako klient. Na koniec listu powiedziała, że mnie kocha, że nikt nigdy nie potraktował jej tak normalnie, nie oglądał z nią nocami "Kasi i Tomka" jedząc lody czekoladowe. Byłyśmy przyjaciółkami, choć trwało to jakieś 2 miesiące.
    Zostawiła mi też numer telefony dealera, od którego wzięła ostatnią działkę. Napisała: "Nie zdążyłam podziękować, bądź wsypać na policję". Do dziś nie wiem, czy zdawała sobie sprawę, że zadzwoniła do (ś.p.) Wiktora. On nie wiedział, nie widział nigdy wcześniej Doroty, wiedział o Niej, ale pojęcia nie miał, jak dziewcfzyna wygląda.
    A ja przez długie miesiące nie mogłam darować sobie tego, co się stało. Mówiłam, że może gdybym jej nie spotkała... Ale to chyba nie tak. Zabawne, ale czuję, że i Ona i Wiktor są tu nadal przy mnie. I mam nie płakać. Staram się.



  • Posted: 27.12.2005, 20:09
     
    breek
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.01.06
    postów:
    70
    Tak Karo. Ale miejmy nadzieje, ze obie dziewczyny sa teraz z nami i bada nas wspierac w naszych decyzjach... Ja nigdy nie zapomne o Agacie, bo wyryla sie w mojej pamieci jako czlowiek slaby cialem ale wielki duchem...Oby wiecej ludzi o takim usposobieniu i milosci do innych. Wiesz...nie moge sobie podarowac faktu, ze nie bylo mnie przy niej jak... Moze mnie potrzebowala a ja bylam tak daleko.
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski