"Niektórzy przechodzą na drugą stronę lustra.
Nie byli kochani.
Nie byli wolni.
Miłość i wolność to dwie nici, które
wzajemnie się przeplatają
i wiążą człowieka z rzeczywistością.
Więź ta została przerwana.
Lecz do końca jest nadzieja,
że przyjaciel uwolni cię
i poprowadzi na drogę ku miłości."
Fragment ten znalazłam w książce "kokaina" - Barbary Rosiek.
Zgadzam się z jej opinią, jej wnioskiem - że głównym powodem sięgania po narkotyk jest brak miłości...
A jakie jest wasze zdanie?
Posted: 03.09.2005, 14:29
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
26
PS. Ten post dodałam ja - Safona :) Tylko w tzw. miedzy-czasie mnie wylogowało.
Pozdrawiam!
Posted: 03.09.2005, 14:40
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
nadmiar miłości też prowadzi do patologii i później te zakochane w sobie narcyzy nie potrzebują żadnej innej miłości oprócz swojej własnej.
Posted: 03.09.2005, 14:49
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
[b]Nikt nie mówi o nadmiarze miłości, tylko o jej niedoborze!!
Odpowiedź: TAK. Uważam, że brak miłości, akceptacji i wsparcia ze strony bliskich w dużej mierze jest przyczyną ucieczki od codzienności.
Głęboko zakorzenione "nikt mnie nie kocha" jest dużo tragiczniejsze w skutkach niż "wszyscy mnie bardzo kochają", uwierz mi!!
Posted: 03.09.2005, 15:24
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Myślę, że to napewno prawda. Osoby, które sięgają po różnego rodzaju niby wspomagacze / chodzi mi nie tylko o narkotyki, ale alkohol itp,/ cierpią na brak miłości. Chociaż pewnie nie kiedy wydaje się im tylko, że są nie kochani, bo zazwyczaj ich blescy są zabiegani i zbyt mało czasu spędzają z sobą. Myślę, że najważniejsza jest właśnie rozmowa, wtedy każda osoba właśnie czuje więź z rodziną i że są ważni- szkoda że tak późno sobie zdałem z tego sprawę.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 03.09.2005, 16:37
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
Nie musisz być faktycznie niekochany żeby tak się czuć.. Uczucia okazuje się ciężko, a dla bardzo wrażliwych osób brak zrozumienia i zainteresowania=brak miłości.
Posted: 03.09.2005, 21:04
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Nadmiar miłości lub jej brak... Jedno i drugie może poważnie skrzywdzić najsilniejszych...
Posted: 03.11.2005, 20:13
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
to ciekawe stwierdzenie bo u mnie jest na odwrót ja pochodze z patologicznej rozbitej przez alkochol rodziny /i nawet nie pale papierosów nie mam nałogów a mó 5letni partner miał kochajacych go rodziców od 15 roku zycia zachorował na cukrzyce matka poswieciła kariere zawodowa i została w domu aby sie nim zajmowac rodzina bogata wspaniali czuli ludzie i co.....bierze od 18 roku zycia dozylnie amfe pali maryche wiec gdzie tu prawda o niedoborze miłości czułości i okazywaniu uczuć????
Posted: 04.11.2005, 20:21
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
To chyba dla każdego jasne, że osoby pochodzące z rodzin patologicznych mają większe skłonności do ucieczki przed rzeczywistością.. Jednak narkomania nie wybiera sobie ofiar w sposób możliwy do przewidzenia, nie kieruje się jakimkolwiek schematem, itp... Gdyby tak było to wszyscy mielibyśmy problem z głowy, bo już dawno zostałaby wyeliminowana!
Mówiąc krótko: po narkotyki sięgasz gdy nie jesteś w stanie wytrzymać w otaczającej Cię rzeczywistości lub z ciekawości, dla towarzystwa.. Zaspokajasz ciekawość, dotrzymujesz kolegom kroku ale przy okazji już wiesz jak dobrze może być. Po drugie przełamujesz barierę. Problemy zauważasz później, gdy już się okrutnie spiętrzą.