Jeśli chodzi o te testy, które można kupić w aptece, zastosowałabym zasadę ograniczonego zaufania i w razie podejrzeń zabrała dzieciaka na jakieś bardziej profesjonalne. Niby wszystko działa, ale jak dla mnie to (jak powiedziano w jakiejś reklamie (gomen za brak pamięci, co to było): "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego". Przy domowych testach, zwłaszcza tych, co niby mają wykrywać więcej rodzajów dragów, jest większa szansa, że wynik wyjdzie fałszywy.
