Wątek: Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
13.maj 2005 - 21:14

Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych i bywalców tej strony. Mnie bardzo interesuje jek przebiega leczenie w ośrodkach. Mój syn jest od 6-m-cy na leczeniu w Zapowiedniku. Nie mamy jak na razie z Nim kontaktu jedynie listownie. Jest uzależnioony od trawki i amfetaminy. Bardzo mnie niepokoi to, że tak długo się z Nim nie możemy spotkać.W tym ośrodku także kończy liceum nauczyciele przyjeżdżją do nich.Jak poszedł do ośrodka miał zaliczoną 1 klasę LO. Ostatnio w Sopocie w szkole zaliczył j.angielski na 4. I ta będzie zaliczał wszystkie przedmioty po kolei/czyli poszcególne przedmioty i na końcu matura/. terapeuci go bardzo chwalą i nawet ostatnio pisał i wychowawca mówił także, że w nagrodę dostał szczeniaka wilka, którym się teraz opiekuje. Więc chyba wszystko jest ok. Tylko mojej żonie i mnie jest bardzo ciężko bo jesteśmy tak jakby zawieszeni w próżni. Ja jestem także uzależniony od alkoholu, już parę lat abstynuję i mam nadzieję że i trzeźwieję. Ale na temat narkotyków mało wiem. Proszę o przybliżenie nam tematu leczenia. Józef- jozefaa@wp.pl
bruncio
avatar
pretendent
pretendent
postów: 70

Posted:
13.maj 2005 - 21:46

To jest monarowski osrodek??

Ile mlody ma lat??

Hmmm... mysle ze moze troche wyluzuj. Jak terapeuci mowia, ze jest ok to znaczy, ze jest ok. Mysle, ze najlepsze informacje dostaniesz wlasnie od nich.

Leczenie??... Kazdy osrodek jest inny.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
14.maj 2005 - 14:44

Dziękuję za wiadomość i zainteresowanie się tematem.Syn ma 18 lat skończył w styczniu. Nie to nie jest monarowski ośrodek. To prowadzi pewna pani pod patronatem Wojewódzkiego Ośrodka Leczenia Uzależnień w Gdańsku. Od 25 czy 26 lat już leczą tam uzależnionych od narkotyków. A tej pani córka i zięć mają jeszcze 2 ośrodki prywatne i właśnie razem nią prowadzą wspólnie te trzy ośrodki z kadrą zatrudnionych terapeutów. Myślę,że masz rację żeby trochę wyluzować. Ale trochę nam długo bez widzeń z synem. Ale trzeba to jakoś przetrzymać. Dziś dostaliśmy list,,,,,,,,,pisał,że będzie się teraz jeszcze bardziej starał żeby w końcu otrzymać pozwolenie na odwiedziny. Nie chciał zmienić jakichś jeszcze zasad i dlatego nie mamy widzeń. Teraz ma zamiar je zmienić także myśli, że na koniec maja albo początek czerwca będziemy się mogli już spotka!!!!! Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam- Józef
bruncio
avatar
pretendent
pretendent
postów: 70

Posted:
15.maj 2005 - 11:58

Informator Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdzialania Narkomanii podaje ze w Gdansku jest tylko jeden osrodek stacjonarny, ale to monar Koczurowskiej.

Ten osrodek w ktorym jest mlody etz jest prywatny?? Jak sie anzywa?? Jaki jest jego adres?? Jaki masz kontakt z terapeutami??
admin
avatar
admin
admin
postów: 567

Posted:
15.maj 2005 - 12:33

Zapowiednik to ośrodek ZOZowski, prowadzony przez Barbarę Karaczyńską, znajdujący się koło Skaryszew, niedaleko Stargardu Gdańskego.
Co do kontaktu z synem to myslę że najważniejsze jest przestrzeganie zasad panujących w ośrodku i zaleceń terapeutów. Skoro oni uznali, że kontakt syna z wami mógłby zakłócić przebieg jego terapii to należy się z tym pogodzić.
ps. Zapowiednik jest jednym z najstarszych ośrodków w Polsce, powstał w 1982 roku.

...gdyby w życiu były same piękne chwile

nie wiedziałbym że żyję...

Anulka
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 9

Posted:
24.maj 2005 - 11:53

nie jestem pewna jak jest w tym ośrodku, który tu wymieniasz, ale w naszym niemonarowskim ośrodku jest tak, że jeżeli rodzina stanowi pewne zagrożenie dla pacjenta to są ograniczone wizyty. Np kiedyś po nieprzemyslanej wizycie rodziców chłopak uciekł, bo coś mu ojciec powiedział <niewiadomo co>, a potem znaleźli go na dworcu po "złotym strzale"... Na 100% Wasze dziecko w ośrodku jest bezpieczne. Z tego co mówisz masz problem alkoholowy, a w ośrodku jest ograniczony kontakt na osoby z takimi problemami, oczywiście za wyjatkiem uczestników terapii. Terapeuci muszą go najpierw nauczyć jak ma się zachować w Waszym towarzystwie, co ma brać do siebie a czego nie i widać nie jest jeszcze w pełni gotowy na spotkanie z Wami. U nas w ośrodku przeważnie pozwolenie na widzenie z rodzicami jest po 3 miesiącach, ale może w tamtym ośdorku są inne zasady, bo jak to pisali moi poprzednicy każdy z ośrodków ma inne zasady choć bardzo podobne...
powodzenia i życzę cierpliwości
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
2.lip 2005 - 23:01

W czerwcu mieliśmy pierwszą wizytę w ośrodku u syna / po 8 m-cach jego pobytu w ośrodku/.Było bardzo fajnie, chociaż skróciliśmy trochę nasz pobyt i wróciliśmy na drugi dzień jeszcze przed obiadem.Zauważyłem,że Bartek zaczął mieć już momentami smutne oczy /wcześniej miał tak jak kiedyś, gdy był zdrowy błysk w oczach!!/ i nie chciałem aby nasza wizyta miała ujemne skutki. Niestety po naszej wizycie po 2 tygodniach uciekł z ośrodka.Dostaliśmy telefon od wychowawczyni ok 2 w nocy ze Bartek uciekł. Kilka dni wcześniej dzwonił i mówił, że ma dół i długo z sobą rozmawialiśmy. Mówił że sobie chyba poradzi. Niestety uciekł. Myśleliśmy że świat nam się zawalił na głowę!!Zaraz wyjechaliśmy z domu w kierunku osodka mieszkamy ok 90 km od nich. Wyobraźcie sobie że jak byliśmy w drodze to zadzwonił do nas do domu /córka odebrała/ i powiedział że czeka na nas/ powiedział gdzie go mamy odebrać z jakiej budki dzwoni/ i mamy po niego przyjechać. Zaraz znaleźliśmy to miejsce i BYŁ!! CAŁY I ZDROWY!! Niestety chciał jechać do domu do osrodka chciał tylko wrócić po psa / dostał psa szczeniaka od swojej terapeutki jak miał słabe dni wcześniej. Mówił,że ten pies to mu wtedy życie uratował !!/. A ja po rozmowie z nim zaraz zawiozłem go razem z żoną do ośrodka. Mówił że nie jest tam źle, że jest fajnie, ale chce już wrócić do domu. Po rozmowie z terapeutką postanowił że zostanie, a nam kazali zaraz wracać do domu. Teraz nas sumienie gryzie, że czsami zawiódł się na nas, że go nie zabraliśmy do domu. Nie dzwoni od tego czasu do nas chociaż nie stracił przywilejów jakie zdobył do tej pory. Martwimy się bardzo czy ma nam za złe to, że go odwieźliśmy nie wstępując nawet do domu. Boimy się, że w razie podobnej sytuacji/ nie daj Boże/ to już do nas nie zadzwoni. Może jednak go zabrać do domu. Jest już tam tak długo. Chociaż rozum mi mówi, że nie możemy tego zrobić. Pozdrawiam i proszę o porady i ocenę czy źle zrobiliśmy czy dobrze. Naprawdę bardzo się tym zamartwiamy.
bruncio
avatar
pretendent
pretendent
postów: 70

Posted:
3.lip 2005 - 12:05

Juz sie przestraszylem ze go zabrales do domu. Dziekuj Bogu ze tego nei zrobiles. Ale na szczescie pojechal od razu do osrodka. Jozef wszystko jest OK. Jakbys go zabral do domu to chlopak by juz prawdopodobnie bral narkotyki. Spokojnie, jak bedzie na to gotowy to zacznie do was dzwonic.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
4.lip 2005 - 17:38

Dzięki za odpowiedz na moje pytania. Uspokoiłeś nas Twoją wiadomością i dziękuję,że mamy możliwość się z Wami konsultować i radzić. Dzięki Bogu widać, że nie jesteśmy sami z naszymi problemami i mamy w Was wsparcie. To jest dlla nas bardzo ważne, jesteśmy naprawdę wdzięczni. Szkoda, że niedzwoni narazie było nam dużo lżej jak mogliśmy z nim porozmawiać. Ale trzeba być cierpliwym aż bedzie wszystko ok. Dzwonimy do Bartka terapeutów i mówili że zaraz na drugi dzień przeprosił na społeczności wszystkich, i że wraca na zdrowe tory. Powinno już być wszystko dobrze!! :lol: Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy pogody ducha pa.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
23.lip 2005 - 17:31

Zapowiednik - jak pisał Admin - jest jednym z pierwszych Osrodków Monarowskich. Po du latach dzialania wyszedl ze struktór Monaru - zachowując i adaptując zasady panujace w Monarze. Możesz miec pełne zaufanie do Barbary Karczyńskiej i całej długoletniej kadry... Wiedza co robia... Uzbrój się w cierpliwość i ... myśl o swoim problemie.... moze także pójdziesz do jakiegos Osrodka? Byłoby to wsparcie i wzór dla Twego syna... Pogadaj z kadrą Zapowiednika... współpracują z ośrodkiem w Opaleniu... prowadzi go właśnie córka Barbary wraz z mężem...
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
28.sie 2005 - 22:26

Czy Pani Basia jest dalej Dyrektorka w Zapowiedniku ?

Dziekuje.
admin
avatar
admin
admin
postów: 567

Posted:
29.sie 2005 - 07:55

jest :)

...gdyby w życiu były same piękne chwile

nie wiedziałbym że żyję...

jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
29.sie 2005 - 21:54

Witam! Po długim czasie znowu jestem w tym temacie. Piszę bo dużo się zmieniło oczywiście na lepsze jak zwykle od czasu, gdy Bartek / mój syn/ jest w Ośrodku w Zapowieniku u Pani Basi oczywiście. A jeszcze nie tak dawno nie wiedziałem nic o Pani Basi ani o Zapowiedniku!. Jutro znowu jedziemy do Bartka i razem się wybieramy na wspólne zakupy w DUŻYM mieście jakby można tak nazwać ten pierwszy nasz wspólny wyjazd poza ośrodek. Bartek już sam ma wyjścia, ale wspólnie jeszcze z nim nie byliśmy na przepustce jak można to tak nazwać. W środę znowu wyjeżdżają do Zakopanego i chcemy jeszcze przed wyjazdem się spotkać. A także będziemy mieli w końcu rozmowę z wychowawcami. Bardzo nam jest ona potrzebna. Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie i informacje.

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
31.sie 2005 - 10:18

Witam, chciałabym podzielić się wiedzą na temat wspaniałego ośrodka jakim jest Zapowiednik na czele z Panią Barbarą Karaczyńską - dyrektorem. Tak jak i syn Józefa tak i mój przebywa w tym ośrodku. Czytajac wypowiedzi Józefa wręcz utożsamiam się z nim, bo rozumiem co on czuje. Jestem szczęśliwa, że syn mój trafił w to miejsce i do tych ludzi. Tam cały mechanizm działa bez zarzutu i z całego serca ufam im, i wiem, że syn mój ( i nie tylko) poradzi sobie z tym problemem. Martwi mnie tylko jedna rzecz, a mianowicie to, że w Polsce temat leczenia uzależnionych od narkotyków jest ciągle tematem tabu. Serdecznie pozdrawiam Józefa i trzymam kciuki za wszystkich, którzy walczą z nałogiem.
KARO
avatar
moderator
moderator
postów: 1079

Posted:
31.sie 2005 - 17:03

[quote=zenke]Martwi mnie tylko jedna rzecz, a mianowicie to, że w Polsce temat leczenia uzależnionych od narkotyków jest ciągle tematem tabu.[/quote]

Zgadzam się.

Można coś z tym zrobić. Powiedzmy, że próbuję podjąć pewne kroki. Tylko ile osób będzie w stanie zaryzykować razem ze mną...?

Pozdrawiam.



jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
1.wrz 2005 - 20:21

Dziękuję za pozdrowienia. Szkoda, że nie zalogowałaś się i nie mogę do Ciebie napisać bezpośrednio. Może byśmy od czasu do czasu pokorespondowali na poczcie. Mój adres jozefaa@wp.pl jak masz ochotę to napisz. Jestem ciekaw czy Twój syn także pojechał do Zakopanego i jak długo już jest w Zapowiedniku. Może Go znam? Byliśmy już w ośrodku 4 razy i kilku kolegów Bartka już zapamiętałem po imionach lub pseudonimach a mają je wyszukane!! Może spotkamy się na rocznym zjeździe chyba we wrześniu się odbędzie może 17 i 18 ale to jeszcze nie jest ustalone. Pozdrawiam i oczywiście przychylam się całkowicie do Twojej opinii o Zapowiedniku. :lol:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
3.wrz 2005 - 21:29

Stary,skoro"Abstynujesz"pare lat to sam wiesz czy trzeźwiejesz,napisałeś że masz nadzieje,narkomania,alkoholizm itp to uzależnienie,wiec wiesz jak to działa,nie masz wpływu na to co syn zrobi,nie próbuj przeżyć życia za niego,pozdrawiam,miej nadzieje ale na nic nie licz,zajmij się sobą
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
10.wrz 2005 - 22:51

Masz rację "gość", ale możesz mi wierzysz, że bardzo, bardzo ciężko jest mieć tylko nadzieję i nie myśleć o synu o tym co robi, wiedząc z autopsji jak ciężko jest wyjść z tej matni. A dlaczego myślę, że trzeźwieję, a nie jestem tego pewien? Bo bardzo wiele osób widziałem, którzy twierdzili że napewno trzeźwieją i widziałem co po jakimś tam czasie się z nimi, tymi pewniakami się działo. Ja wiem na tę chwilę, że trzeźwieję i wiem , że proces trzeźwienia to nie constans, tylko łamana i różnie to bywa. Raz trzeźwieję, a niekiedy się znowu trochę cofam, gdy za mało nad sobą pracuję. Ja tak to na teraz odbieram i wolę być zawsze uważny. Kiedyś tak jakoś przed ok.dwoma pierwszymi latami mojego nie picia, stałem się pewny i mam teraz po przez to właśne bogatsze doświadczenie /które teraz mi się napewno przydaje/ ale napewno także o 2 lata krótszą drogę abstynowania/ co nie jest znowu aż takie ważne ile lat/. Wiesz w Toronto w tym roku na zjeździe rocznicowym AA jeden z wypowiadających się miał bardzo wiele lat trzeźwości / jak pamiętam dużo ponad 40 lat/, a co dziennie chodził na mityng. Gdy ktoś się go zaytał dlaczego po tylu latach utrzymywania abstynencji i trzeźwienia nadal tak często chodzi na mityngi on odpowiedział krótko - bo ma teraz za dużo do stracenia. Jakie to proste i prawdziwe prawda? Pozdrawiam

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.wrz 2005 - 23:18

Dziękuję za wszystkie wiadomości i porady. Pozdrawiam i życzę wszystkim pogody ducha. :lol:

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.wrz 2005 - 23:19

Dziękuję za wszystkie wiadomości i porady. Pozdrawiam i życzę wszystkim pogody ducha. :lol:

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.gru 2005 - 15:54

Postanowiłem na chwilkę wrócić do mojego postu. Dlaczego takie postanowienie? Ponieważ chcę się podzielić z Wami jakie zmiany zaobserwowaliśmy z żoną u naszego syna no i po trochę u nas. Pisałem go jak syn był pół roku w ośrodku. Teraz minęło 13 miesięcy i 18 dni jak się tam znajduje. Jest jeż naprawdę zupełnie innym człowiekiem. Odpowiedzialnym i wie po co żyje na tym świecie. Były bardzo trudne chwile przez ten czas u nas jak i u niego. Ale wiele sobie wyjaśniliśmy. Syn był nareszcie na pierwszej przepustce w domu!! Jeszcze co prawda pod opieką rezydenta /kolegi, który ukończył już leczenie/. Ale przed jego przyjazdem byliśmy w ośrodku i bardzo poważnie porozmawialiśmy. A raczej On chciał w obecności terapeutki z nami porozmawiać i powiedzieć co go bardzo boli. Jak można przewidzieć po tej rozmowie przez dwa dni wracałem do normy tak mi dał popalić./Dzięki Admin a raczej Mariusz za rozmowę w tym czsie bardzo mi pomogła /. Popłakaliśmy sobie z synem zarazem i wyjaśniliśmy wiele spraw, które do tej pory dusił w sobie. Naprawdę było to bolesne, ale jakże ważne!!! Wiedziałem, że rozmowa z dziećmi jest ważna, ale nie zdawałem sobie naprawdę sprawy z tego, że jest to aż tak bardzo ważne. Od tego czasu mamy tak jakby białą kartę i naprawdę nasze relacje są bardzo zdrowe. Pisałem wcześniej, że to na pewno i moja wina, że oddalił się od nas i zaczął ćpać. I tak oczywiście było. Zaliczył już kilka następnych przedmiotów w szkole i na wiosnę /jak zdąży zaliczyć resztę przedmiotów a tak zapewne się stanie/ matura. Jest teraz bardzo wesołym choć i bardzo zapracowanym chłopakiem. Ma bardzo dużo pracy, gdyż od długiego już czasu jest w zarządzie. Piszę to także po to, aby dać przykład co dzieje się z osobą będącą w ośrodku. Jak potrafią terapeuci i wspólnota zmienić osobę, która jest tak bardzo uzależniona, zbuntowana, posiadająca bardzo niską samoocenę i nie mogąca znaleźć swojego miejsca w życiu. Taka szybka przemiana nie jest na pewno możliwa bez leczenia w ośrodku- takie jest moje osobiste spostrzeżenie poparte faktami. Teraz jest to pełen życia i radości młody człowiek, który jest już w stanie dać wiele z siebie innym i wie, że życie jest zapewne trudne ale i poprzez pokonanie tych trudności staje się silniejszy. I że poprzez to jest bardziej ciekawe jak i bardzo piękne. Wie o tym, że po prostu naprawdę warto trzeźwo żyć bo to jest dopiero piękne życie. My jako rodzice naprawdę nawet nikłym stopniu nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak bardzo źle się działo z naszym synem. Na zewnątrz wtedy nie było tego tak widać jak naprawdę bardzo był chory jak odwoziliśmy go do ośrodka. Brał niby tylko trawkę i amfetaminę /TYLKO śmieszne mi się to teraz wydaje/ i takie wielkie spustoszenie to świństwo zrobiło w jego organizmie, w jego mózgu , psychice. Zupełnie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak bardzo miał już spaczoną wizję wartości życia. To jest niesamowite jakie wielkie zmiany już się dokonały w nim dzięki długoterminowej terapii i społeczności w ośrodku. Na łamach tej strony oficjalnie chcę podziękować Terapeutom /Pani Jagodzie i reszcie/ Pani Basi dyrektorce Ośrodka w Zapowiedniku oraz Dziękuję Wam wszystkim , którzy pomogliście nam swoimi wypowiedziami i radami. Pozdrawiamy Was i życzymy pogody ducha i spokojnych, radosnych świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego dobrego w Nowym 2006 Roku. Może w przyszłym roku znowu po jakimś czasie wrócę do tematu jak będzie taka możliwość. :lol:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
16.gru 2005 - 19:10

ech...przeczytałam to jak piękną bajkę z nieprzyjemnym początkiem ale z jakże wspaniałym zakończeniem nie wiele można napisać ale pomazyć o tym aby każdy uzalezniony taką szansę wykorzystał ja leczę się ze współuzaleznienia ale mój partner do tej pory nic nie zmienił w swoim postępowaniu jestem przygnębiona choc nie już tak jak na poczatku/spotkania w Monarze pomagają/ ale myslę że ja nie przeżyję takiego zakończenia Zyje dalej choć przy moim boku spada na dno ukochany człowiek....może tak musi być jego upór prowadzi go coraz dalej tylko zmierza nie w tym kierunku to będą już trzecie święta bez trzeżwego taty i męża smutne to pozdrawiam was wszystkich bo jesteście moją podporą i codziennie z niej korzystam.....
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
16.gru 2005 - 20:25

moze to swinstwo co teraz napisze, ale... na co bys zwalil wine za "spustoszenia" jakby nic nie bral...?
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.gru 2005 - 22:45

Na nic bo nie miałby takich spustoszeń jakby nie ćpał. To chyba jasne prawda. Nie wiem o czym ty myślisz bo już dawno się nauczyłem nie myśleć za innych. Współuzaleznienie nie spowodowałoby nigdy takich wielkich spustoszeń. :idea:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 00:20

mowie o tym ze znam przynajmniej 30 osob zazywajacych regularnie amfetamine i marihuane, jakos nie maja "spustoszen" w stopniu wyraznie wiekszym niz reszta populacji, za to bez problemu znajdzie sie kilku nie bioracych zadnych dragow, z kompletnie zjechana psychika (tylko kilku bo na palcach jednej reki mozna policzyc ludzi z osiedla ktorzy nie cpaja). Co najciekawsze zawsze, ale to zawsze rodzice dowiedziawszy sie ze dziecko bierze, wine za wszystkie swoje bledy wychowawcze zwalaja na narkotyki.

Jednego sie nauczylem obserwujac zacpane miasto - nigdy narkotyki nie sa przyczyna problemow rodzinnych, to zawsze dziala w te druga strone. Owszem zniszczenia moga byc przy naduzywaniu amfy, jesli dzieciak potraktuje to jako ucieczke od codziennych problemow. Pytanie, kto mu te problemy stworzyl? Kogo nie bylo, gdy trzeba bylo je rozwiazac? Czego zabraklo ze byl w tym procencie osob nie radzacych sobie z obecnoscia narkotykow w ich zyciu?

y0, a teraz dokoncz terapie i powiedz glosno "to moja wina, to ja wepchnalem go w bagno - nie substancji chemicznych ktore sa w zyciu kazdego obecnie czlowieka"
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 12:32

ales tu tomtom durny oj durny ze az wstyd :oops:
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
17.gru 2005 - 12:59

Przykro mi to mówić ale tomtom ty chyba z księżyca się urwałeś. Mam nadzieję, że ty nic nie bierzesz. A może jesteś suchy jak piasek na pustyni. Z takim rozumowaniem i swoimi wypowiedziami to ty każdego zdrowo myślącego człowieka zmuszasz do litości nad sobą. Chyba lubisz aby się nad tobą litowano. Naprawdę żal mi ciebie, ty w ogóle nie żyjesz w realnym świecie, a szkoda bo ten świat jest naprawdę bardzo fajny gdy się na niego na trzeźwo ale naprawdę na trzeźwo patrzy. Więcej nie będę odpowiadał na twoje posty dopuki nie nauczysz się słuchać innych i choć trochę nie zaczniesz się zmieniać. Naprawdę szkoda mi ciebie. Pogody ducha i zdrowych a co za tym idzie wesołych świąt.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 13:36

Kotunka napewno jeszcze zaświeci słoneczko w Waszej rodzinie. Bądz cierpliwa. Wiem, że napewno jest Ci wiele razy bardzo ciężko. Ale napewno będzie lepiej i trzeba zawsze mieć nadzieję. Nie można tracić nadziei. Ważne, że robisz już tak dużo dla Was wszystkich uczestnicząc w terapii dla współuzależnionych i napewno jeszcze wiele innych cudownych wręcz rzeczy. Napewno bardzo wiele dobra z tego wyniknie. To poprostu działa. Życzę Tobie i całej Twojej rodzinie wiele miłości i spokoju oraz cierpliwości i doczekania się jak najszybciej prawdziwej radości i szczęśliwych świąt oraz zdrowia dla męża. Swiatełko napewno zaświeci. :idea:
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
17.gru 2005 - 13:40

Kotunka pozdrawiam to ja pisałem ale zapomniałem się zalogować. :!:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 19:26

Jozef, miedzy nami jest jakas potezna przepasc - nie jestem w stanie po prostu zrozumiec tego co mowisz. Jasne sa jakies stwierdzenia, tezy, ale skad one sie wziely? Jak jedna ma sie do drugiej? Gdzie tu jakas logika albo chociaz pomyslunek?

Ostatni raz takie uczucie mialem gdy jakies 5 lat temu ostatnio wlaczylem telewizor i lecial jakis polski serial. Rownie dobrze mogli by mowic po chinsku, konflikt kulturowy byl zbyt duzy aby uzyskac zrozumienie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 21:29

wiesz co?"gościu"mógłbyś chociaz jakoś się nazwać a czytając twoje wypowiedzi ........przypominają długie monologi mojego uzależnionego męża /od amfy i marychy/ on ma taki punkt widzenia odnośnie narkotyków jak ty nie nie wcale nic złego dragi nie robią tylko ludzie którzy otaczają tych uzależnionych.....rozumiem
Kawa_z_mlekiem
avatar
neofita
neofita
postów: 361

Posted:
17.gru 2005 - 21:35

To się nazywa system iluzji i zaprzeczeń :)
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 21:50

yhh... nic tylko sobie albo komus w leb strzelic... nie wiem, polski za trudny dla niektorych, moze pismem obrazkowym? komiksy? gdzies tam pisalem ze narkotyki nic zlego nie robia tylko otoczenie uzaleznionych? pokaz mi to zdanie.
admin
avatar
admin
admin
postów: 567

Posted:
17.gru 2005 - 22:01

co ta durna pyskówka ma wspólnego z tematem:
[quote:f7690375b3]Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.[/quote] ?????

...gdyby w życiu były same piękne chwile

nie wiedziałbym że żyję...

stempel
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 110

Posted:
17.gru 2005 - 22:17

Witam

Tomtom chyba za bardzo przesadzasz z ponoszeniem winy rodziców za branie narkotyków przez ich dzieci. Jasne, że dużo od nich zależy ale nie rodzic jest powodem i przyczyną sięgania po narkotyki ale tylko i wyłącznie osoba, która po nie sięgnęła. Mojego chłopaka mama też lubi sobie wypić alkohol może częściej niż powinna i na pewno nie jest wzorem do naśladowania ale to,że mój chłopak sięgnął po narkotyki to NA PEWNO nie jej wina bo jego brat musiałby również to uczynić a mimo to nie zrobił tego, a wiesz dlaczego ponieważ nie MATKA i nie jej sposób bycia są przyczyną, że jej syn jest uzależniony. Więc zacznij upatrywać również przyczyn zażywania narkotyków w innych sferach i osobach.
Pozdrawiam :wink:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
17.gru 2005 - 23:47

Admin, odpowiem na to pytanie zaraz po tym jak odpowiesz na podobne:

co z tematem ma wspolnego post Jozefa (ten pierwszy) na ktory odpowiedzialem?

Widze czlowieka ktory lubi sam siebie oklamywac, co moze miec fatalny wplyw na przebieg terapii dla wspoluzaleznionych / uzaleznionych, dosc brutalnie ale jednak mu pomagam.

Stempel, zgadzam sie tak mniej wiecej w 100% - w momencie gdy dzieciak jest dorosly to jest jego wybor i jego odpowiedzialnosc ze siegnal czy ze zaczal naduzywac. Stanowczo zle sie wyrazilem w tych postach, ale glownie chodzilo mi o wykazanie bezsensu rozumowania "to narkotyki sa czemus tam winne". One nikomu zycia nie zniszczyly, to musi byc ktos kto po nie siegnie, kto namowi, kto nie wychowa. To zawsze jest czlowiek. Tymczasem Jozef radosnie stwierdza "to straszne co one zrobily z moim dzieckiem, a tak btw odkrylem ze mozna z nim rozmawiac". No plakac sie chce. Gdzie tu jakiekolwiek efekty terapii? Zwalenie winy na pozbawiony duszy przedmiot?

Na sile przenoszenie winy na jakas substancje chemiczna przypomina troche sytuacje gdy widzac kogos kto rzucil sie na czlowieka z nozem, twierdzi sie ze to noz jest winien. Moze powinno sie przyjrzec troche uwazniej niektorym terapeutom? Dlaczego tak ochoczo Monar zrezygnowal z terapii zastepczych np. metadonem? Dlaczego tolerowane sa takie belkotliwe "potforki" jak ten: http://monar.org.pl/index.php?module=subjects&func=printpage&pageid=45&scope=all

whatever, moja rola to w sumie koordynowanie walki o racjonalna i efektywna polityke narkotykowa, bledy terapii to nie moja dzialka. Moze faktycznie powinienem podobnie jak reszta spoleczenstwa siedziec cicho i nic nie mowic...
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
18.gru 2005 - 10:39

Tomton na ten post Ci odpiszę. Po prostu źle odczytałeś, zrozumiałeś mojego posta. Ja nie zwalam winy na narkotyki. Że narkotyki są winne za to że on je brał. Wiadomo, że każdy z nas ma wolną wolę i sam dokonuje wyborów /jak jeszcze nie jest uzależniony/ i to on sięgnął po narkotyk nie radząc sobie z rzeczywistością, a była to najprostsza metoda i najłatwiej dostępna. To był jego wybór i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ja w swoim poście pisząc to wszystko chciałem pokazać jak szybko i jak bardzo narkotyk zatruwają organizm człowieka i jak są podstępne. Jak osoba uzależniona od narkotyków potrafi te ogromne spustoszenia skrzętnie ukrywać. Pisałem że my przebywając z nim pod jednym dachem nie widzieliśmy tego, że aż tak bardzo jego psychika była zrujnowana / cyt. brał TYLKO amfetaminę i palił trawkę/. Pokazałem, że tylko dzięki pobytowi w ośrodku dzięki długoterminowej terapii z prawdziwymi PROFESJONALISTAMI / terapeutami/ i pod ich kontrolą z przebywaniem także z osobami uzależnionymi, którzy chcą naprawdę się leczyć i leczą się, jest w pełni możliwe w sumie jednak w krótkim czasie /w porównaniu z terapią nie stacjonarną/ dotarcie do wnętrza osoby uzależnionej i otwarcie się tej osoby a co za tym idzie prawdziwe wracanie do zdrowia. Że nie jest możliwe leczenie się w pojedynkę poprzez zażywanie innych środków / nie mam nawet tu zamiaru wymieniać nazwy tego środka, który ty tak zachwalasz i to mnie tak dziwi w twoich wypowiedziach/ tak jak ty piszesz bo leczenie nie polega tylko na zaprzestaniu brania czyli zlikwidowania głodu. Jest to naprawdę zero w porównaniu z tym co trzeba faktycznie zrobić aby się wyleczyć / a leczy się do końca życia aby było jasne/ czyli zmienić całkowicie siebie, swoje myślenie, psychikę, swoje postępowanie i nauczyć się jak sobie radzić w zdrowy sposób z realiami trudami życia na zewnątrz. Pokazywałem/już we wcześniejszych postach również / jak u niego w ośrodku w Zapowiedniku przebiega terapia jakie mają metody i jak to trwa mniej więcej czasowo poszczególne faazy rozwoju i co za tym idzie tak jakby profity. Jak był przygotowywany do pierwszego telefonu najpierw pod opieką starszego czyli dłużej będącym na terapii, potem już sam mógł dzwonić potem pierwsza przepustka, potem do dużego miasta itd. Aż wreszcie teraz po takim czasie pierwsza wizyta w domu. Chciałem ukazać jak w Zapowiedniku to przebywa, a chciałem to porównać z innymi ośrodkami w jakim czasie np. można było jechać na pierwsze odwiedziny. Inni którzy jak chcą znaleźć jakiś ośrodek dla siebie czy dla swoich bliskich by mieli porównanie i mogli by dokonać wyboru ośrodka bardziej świadomie. Dzięki myślę, że wyjaśniłem to w miarę prosty sposób. :wink:
I jeszcze jedno chciałbym dodać. Bo nie zdążyłem musiałem wyjść z portalu. Otóżnajbardzie fantastyczną wręcz cudowną sprawą w tej jakże ciężkiej i śmiertelnej chorobie jest to, że osoby które się leczą stają się z czasem o wiele lepszymi ludzmi w porównaniu jakimi byli jeszcze przed chorobą. Stale się rozwijają i znając swoje słabości zmieniają się oczywiście gdy stale pracują nad sobą czyli leczą się do końca swego życia co nie jest / to leczenie / nie miłe dla nich jak i ich bliskich jak to jest w innych ciężkich chorobach np. branie insuliny czy chemii. :D
admin
avatar
admin
admin
postów: 567

Posted:
18.gru 2005 - 11:08

tomtom, podałem ci adres listy dyskusyjnej gdzie możesz się realizować ze "swoją rolą - koordynowania walki o racjonalna i efektywna polityke narkotykowa".
atak na jozefaa nie ma nic wspólnego z terapią i chęcią pomocy drugiemu człowiekowi, myślę że raczej chciałeś się troszkę powymądrzać, człowiek który chce drugiemu pomóc robi to w sposób możliwy do przyjęcia dla drugiej osoby.
oczywiście, zgadzam się że to człowiek jest winny a nie substancja chemiczna, tylko śmiem powątpiewać w racjonalny osąd sytuacji i umiejętność kontrolowania spożycia "chemii" u np. 14latka. tutaj podoba mi się wypowiedź stempla :)
co do polityki Monaru dotyczącej programów substytucyjnych to odsyłam cię raczej do Z.G Monaru, [email]mail@monar.org[/email]
jeśli idzie o tak zwane "potforki" to zamieściłem go tutaj bo:
po pierwsze mi się podoba :)
po drugie w każdej uznanej literaturze na temat wpływu używania THC występuje jako skutek "syndrom amotywacyjny" i chciałem to zagadnienie przybliżyć użytkownikom portalu.
i wreszcie aby oceniać czy terapia była błędna, cokolwiek to znaczy, trzeba być terapeutą.

Uff, teraz mogę wrócić do podstawowego tematu, którym jest: Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.

bardzo spodobało mi się to, że jozefaa przedstawia swoje wrażenia z terapii swojego syna w ośrodku rozciągnięte w czasie. myślę że jest to bardzo pomocne dla innych ludzi, będących w podobnej sytuacji (ktoś bliski leczący się w ośrodku).

...gdyby w życiu były same piękne chwile

nie wiedziałbym że żyję...

Kawa_z_mlekiem
avatar
neofita
neofita
postów: 361

Posted:
18.gru 2005 - 12:02

Dla mnie osobiście wiele znaczą posty Józefaa, bo pisze on prosto z serca! Mocno go za to szanuję i uważam, że wnosi do tego portalu bardzo wiele pozytywnego wkładu!
stempel
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 110

Posted:
18.gru 2005 - 22:17

Witam

Uważam, że posty Józefaa są takim praktycznym poradnikiem dla osób będących w podobnej sytuacji. Umożliwiają poznać osobom jeszcze nie wtajemniczonym funkcjonowanie ośrodków i proces terapii jaka się tam odbywa. Osobiście Józefaa pragnę Ci podziękować za to, że opisujesz przebieg leczenia Twojego syna. Dzięki temu wiele osób w tym również ja mogą sobie przyblizyć temat a co najważniejesze mogą mieć nadzieje, że ich bliskie osoby również trafiły do podobnego ośrodka i z takim efektem będą odbywały tam leczenie. :)
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
19.gru 2005 - 01:04

no fajnie ale bajek nie ma jest zycie ktore wyglada troche inaczej nikt nie jest doskonaly... naromania to bardzo ciezka choroba to nie tylko narkotyki nie chodzi o nie tylko o nas o nasze myslenie nasze gesty wszystko .. to nie chodzi o rok ani dwa czy 5 to jest cale zycie nauczylem sie czegos w osrodku o czym choc bardzo bym chcial nie umiem opowiedziec jednym zdaniem chodzi o to aby nie wpasc w bloto szczerze wam zycze tego samego abyscie byli silni co mojm skromnym zdaniem jest nie mozlie bez osrodka pozdrawiamam was wszystkich i mam nadzieje ze juz nigdy w zyciu sie nie spotkamy!
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
19.gru 2005 - 12:29

Wczoraj wróciłam z pierwszej wizyty u męza,który od miesiaca przebywa w ośrodku.Jozefaa Twoja historia daje mi nadzieję na to,ze moj mąz skonczy terapie.Do tej pory słyszałam tylko wiele innych o tym jak sie nie udało.Dziekuję za światełko.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
19.gru 2005 - 12:56

Krebos nie marw się, bądż pełna nadziei, ja też mogę się poszczycić sukcesem. Mój syn jest już w ośrodku 13 miesięcy i podobnie jak syn jozefaa jest na dobrej drodze do wyleczenia. Nie jest to proste ale naprawdę możliwe. Wiem, że jest to sukces połowiczny, jednak wierzę, że jest już na tyle silny, że poradzi sobie z przeciwnościami jakie go jeszcze niejednokrotnie spotkają. Była to długa drogo jednak wytrwał. Zle napisałam wytrwał, chyba na początku tak było, teraz rzeczywiście wie czego chce i wierzy, że jest o co walczyć. To prawda, że jesteśmy i ja i jozefaa dumni z tego co nasi synowie osiągnęli, ale przede wszystkim szczęśliwi, że widzimy wyrażne światło w tunelu. Bo nic innego się nie liczy jak tylko to, żeby uratować nasze dziecko. Jestem wdzięczna fachowcom i ludziom, którzy wiedzą jak dotrzeć do psychiki uzależnionego za to że są i mimo ciągłej walki z bezmyślną procedurą urzędniczą nie poddają się.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
20.gru 2005 - 20:16

Krebos cieszę się, że moje posty podniosły Cię na duchu. To bardzo ważne abyśmy wierzyli i robili wszystko aby pomagać naszym bliskim w leczeniu. Oni muszą widzieć i odczuwać naszą wiarę w Nich. Napewno będą jeszcze nie raz ciężkie chwile to jest nie uniknione. Ale nasza miłość i wiara w Nich pomaga im napewno bardzo w leczeniu, wzmacnia ich i upewnia, że mają w nas oparcie. Nawet jeżeli i my czasami mamy chwile zwątpienia i brak nam sił nie możemy im dać odczuć tego i zawsze musimy ich wspierać. Ale zarazem musimy być twardzi jeżeli chodzi o ich leczenie nie ma innej drogi jak Oni mają chwile załamania i zniżki. Musimy ich kochać jeżeli chodzi o leczenie tzw. miłością twardą. Serce bardzo boli w tych chwilach, gdy syn chciał wrócić z ośrodka do domu a trzeba było kategorycznie mówić NIE naprawdę to bolało!! ale tego nie można pokazać że boli aby nie pokazać poprzez to naszej słabości. Będzie napewno dobrze. Trzeba się /jak się jest wierzącym/ modlić i wierzyć a resztą zajmą sięwspaniali ludzie, którymi są terapeuci i społeczność. Pozdrawiam Krebos. Spokojnych i pełnych miłości świąt Bożego Narodzenia i szczęścia jak i wytrwałości w leczeniu Twojemu mężowi w Nowym Roku Może napisz jak u Twojego męża przebiega leczenie jak się odbywa- jak masz oczywiście ochotę.- mi to pomaga takie wygadanie się na forum a zarazem jak i komuś to pomoże to jest pełnia szczęścia :wink:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
21.gru 2005 - 20:14

Dziekuje wam za ciepłe słowa.O leczeniu mojego męża nie mogę dużo powiedzieć,bo jest tam dopiero miesiąc.wiem,ze dużo i cieżko pracuje i mało śpi.Widzę jednak,juz po tak krótkim czasie lecznia,dużą zmianę.Wiem też,ze mąż bardzo chce się zmienić.Podoba mi sie atmosfera panujaca w ośrodku.Ludzie są nastawieni bardzo przyjaznie.Bałam sie pierwszej wizyty,w dodatku z dzieckiem,po tym co pisał w listach.Tymczasem syn nie chciał wracać do domu.wszyscy chetnie z nim rozmawiali i nikt nie ptraktował go lekceważąco.
Mąż mówił,że ma takie chwile,ze chce do nas wracać.Zostawił nas w bardzo trudnej sytuacji.Tłumaczę mu,ze tylko nam zaszkodzi wychodząc bo straci kolejny czas,ze jedyne i najlepsze co może zrobić dla siebie i dla nas to skończyc terapie.To jedyny scenariusz,który daje nam szanse.Nie wiem czy dobrze zrobiłam,ale powiedziałam mu,ze skończona terapia to dalszy ciąg nas inaczej nie widze tego.Mam nadzieje,ze to go zmobilizuje.Trudno mi znalezć sie w tej sytuacji,ale wierze,ze dam sobie rade.Jeszcze raz dziekuje Wam za odpowiedz.Pozdrawiam i wesołych swiąt Bożego Narodzenia.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
21.gru 2005 - 21:49

[color=green]Nie wiem czy dobrze zrobiłam,ale powiedziałam mu,ze skończona terapia to dalszy ciąg nas inaczej nie widze tego.Mam nadzieje,ze to go zmobilizuje.[/color]
Dobrze zrobiłeaś mówiąc te słowa. To jest właśnie ta twarda miłość. Musi o tym wiedzieć, że jest kochany ale nie ma innego wyjścia tylko ukończenie terapii. Po ukończeniu terpii napewno wyjdziecie z trudnej sytuacji, powoli ale systematycznie Wasza sytuacja będzie się klarować. Tak się dzieje, znam tysiące przykładów na to jak i z autopsji. Także bądz dobrej myśli i pełna wiary i kochaj, kochaj i rozmawiaj.

[color=red]Boże Narodzenie to czas, gdy to, co Boskie przenika naszą codzienność, czas gdy Bóg staje się człowiekiem - jakże wielka to tajemnica. Z okazji Bożego Narodzenia życzę Tobie jak i Twojej rodzinie aby nigdy nie zabrakło Wam miłości i ciepła, bo tylko one dają blask niczym gwiazda betlejemska, która prowadzi każdego, kto pragnie za nią podążać do Boga.[/color]
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
22.gru 2005 - 22:40

Dziekuje za wsparcie.Wiesz to ciekawe,ze tu je dostaje.Matka Mojego meza poinformowała mnie dziś abym nie przychodziła w swieta bo sie rodzina dowie prawdy o jej synu.Kazała mi kłamac,ze wyjechał za granice! Paranoja.Czasem nie mam siły zmagać sie z tym sama.Rece mi opadają.Dziekuje raz jeszcze.
Kawa_z_mlekiem
avatar
neofita
neofita
postów: 361

Posted:
22.gru 2005 - 22:55

Nie wiem czy poczujesz się lepiej przez to co napiszę, ale rodzina mojego narzeczonego też ukrywała bardzo długo jego chorobę czyniąc w tym kierunku heroiczne wręcz wysiłki... Mało tego stało się troszkę tak, że jego uzależnienie dawało jego mamie pewne profity ( rodzice nie mieszkają razem i pozorne zaangażowanie się w "leczenie" mojego faceta powodowało, że nadal w jakiś sposób była w kręgu zainteresowań swojego męża...).
Wiem, że masa ludzi wstydzi się jeśli jedna z osób w rodzinie jest narkomanem. Chyba trzeba dorosnąć, dojrzeć do tego aby mieć odwagę przyznać to przede wszystkim przed samym sobą.. Bo niestety nasze mózgi funkcjonują na podobnej zasadzie (chyba system iluzji i zaprzeczeń nie dotyczy tylko osób uzależnionych..) i naprawdę długo potrafimy sami siebie czarować... Np. "mój facet bierze narkotyki" brzmi dla nas samych dużo mniej "groźnie" niż "mój facet jest narkomanem"..
Oczywistym jest, że to tylko moja opinia z "autopsji" :)
Może dla innych jest to dużo prostsze, kto wie?!
Pozdrawiam i życzę zdrowych, spokojnych świąt.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
22.gru 2005 - 23:37

Ja tez na poczatku bałam sie mówić,ze mój mąż jest narkomanem.Wydawało mi się,ze bedę inaczej traktowana.Jednak reakcja ludzi jest zaskakujaca.Nie robią z tego "wielkiego halo".Przyjmują to naturalnie i oferują pomoc.Tylko rodzina męża zamartwia sie co ludzie powiedzą,ale dla nich to zawsze liczyło sie najbardziej.Dziekuje,ze podzieliłaś sie swoimi doswiadczeniami.Odkad zerknęłam na portal Monaru wiem,ze nie jestem sama z takimi problemami.
Również życze spokojnych swiąt.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
23.gru 2005 - 16:16

Krebos pewnie to był dla Ciebie cios ze strony teściowej stwierdzeniem abyś ich nie odwiedziła w święta. Nie przejmuj się nie można się przejmować takimi ludzmi. Są to osoby zakłamane i mające tak naprawdę bardzo spaczone wartości życiowe. Dla nich nie jest ważna prawda i rzeczywistość jak i prawdziwa bezinteresowna miłość. Robią szystko na pokaz. Ja takim ludziom naprawdę współczuję. Oni są naprawdę bardzo ubodzy uczuciowo, nie potrafią tak naprawdę kochać nikogo za wyjątkiem pewnie samych siebie. Tak to już jest na tym świecie. Na szczęście jak ja byłem na leczeniu i teraz jak jest mój syn, my zawsze mieliśmy i mamy wsparcie w najbliższej rodzinie żony jak i mojej. Mamy to szczęście i dopiero teraz po Twoim poście zdałem sobie z tego sprawę. Może tak się dzieje, gdyż zawsze bardzo byliśmy blisko naszych rodzin i wzajemnie się sznujemy jak i każdy z rodziny zdaje sobie sprawę z tego że uzależnienie jest chorobą i każdego może to z nas dopaść. Jest takie piękne powiedzenie w AA- trzeba dać czas czasowi- i się wszytko po mału ułoży. Będzie dobrze. :wink:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
23.gru 2005 - 23:04

Cieszę się Jozefaa,ze mól post pozwolił Ci cos dostrzec.Kolejny okruch dla którego warto zyć.Synowi jakoś wyjasnie dlaczego nie moze iśc do babci i dziadka.Boję sie jak mąż to przyjmie.Całe zycie starł sie sprostać oczekiwaniom wiecznie nie zadowolonej matki.Nawet jesli mówi,ze tak nie jest,wiem ze zależy mu na akceptacji własnej rodziny.Wierzę,ze w ośrodku nauczą go radzić sobie i w takiej sytuacji.I mam nadzieję,ze moja miłość i syna bedzie wystarczająca.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
23.gru 2005 - 23:39

Myślę, że nie mów mężowi o tym zdarzeniu narazie. Było by mu naprawdę ciężko z tego powodu i tak ma napewno bardzo silne poczucie winy. A dla niego to tak naprawdę teraz się liczy tylko właśnie Twoja i syna miłość i wsparcie. Wiem po sobie jakie ja miałem straszne poczucie winy. Ile się musiała terapeutka ze mną napracować aby mi to mineło. Pocucie winy to straszna rzecz dla osoby uzależnionej jak i współuzależnionej. Trzeba tą sprawę naprawdę dokładnie przepracować aby później ono nie wracało. :)
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
24.gru 2005 - 23:02

Wiem,ze nie powinnam mówićjak traktuje mnie jego matka,ale wiem tez,ze jak zapyta wprost nie bedę potrafiła skłamac.Po sześćiu tygodniach pobytu męża w ośrodku moglismy dzis 5minut rozmawiać przez telefon ;-)Dowiedziałam się,ze nasz pobyt w ośrodku dodał mu wiele sił.Mówił,ze ma w sobie dużo pozytywnej energii.Tak też brzmiał jego głos.Cieszę się bardzo,ze potrafimy dać mu wsparcie.Cieszę sie też,ze mogę korzystać z Waszych doświadczeń.I dziekuję Wam za to.Za kazde słowo.
breek
avatar
pretendent
pretendent
postów: 70

Posted:
28.gru 2005 - 19:33

[quote=krebos]Wiem,ze nie powinnam mówićjak traktuje mnie jego matka,ale wiem tez,ze jak zapyta wprost nie bedę potrafiła skłamac.Po sześćiu tygodniach pobytu męża w ośrodku moglismy dzis 5minut rozmawiać przez telefon ;-)Dowiedziałam się,ze nasz pobyt w ośrodku dodał mu wiele sił.Mówił,ze ma w sobie dużo pozytywnej energii.Tak też brzmiał jego głos.Cieszę się bardzo,ze potrafimy dać mu wsparcie.Cieszę sie też,ze mogę korzystać z Waszych doświadczeń.I dziekuję Wam za to.Za kazde słowo.[/quote] Wasza milosc bedzie dla niego podpora, ktorej napewno bardzo potrzebuje...Ciesze sie, ze ma w sobie duzo pozytywnej energii. To juz cos! Trzymajcie sie cieplutko... :)
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
29.gru 2005 - 18:31

Myślę,że przeraził się tego co zrobił z własnym zyciem.Zobaczył ile stracił i ze moze tez stracić nas.Nie wierzył,że bedę chciała z nim zostać po tym wszystkim.Jednak na trzezwo jest człowiekiem,za którego wyszłam.Wierzę.ze uda się nam zacząć wszystko od nowa :) Pozdrawiam i dziekuję za ciepłe słowa.
breek
avatar
pretendent
pretendent
postów: 70

Posted:
3.sty 2006 - 22:32

Krebos, mysle ze masz w sobie naprawde duzo nadziei i sily do walki. Nie musisz jej[b] szukac[/b]. Postaraj sie jej [b]nie stracic.[/b]..Jesli kochasz, to walcz o niego i wspieraj go w walce. Napewno dacie sobie rade... :)
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
10.sty 2006 - 09:06

No i zgodnie z obietnicą piszę dalszy ciąg z terapii mojego syna. I stało się! Zamiast samodzielnego przyjazdu do domu wielka zniżka. Wczoraj dzwonili do nas z ośrodka ok.godz.17, że ma od 2 dni wielką zniżkę i chce wracać na siłę /dosłownie/ do domu. A tak dobrze parł do przodu, jak burza. I się zachłysną! A mieliśmy już nadzieję, że tą trzecią przejdzie o wiele łagodniej / chociaż jednak nie dał na razie nogi z ośrodka choć chciał/ i mamy nadzieję, że sobie jednak poradzi. Pokona tego wstrętnego robala!! Mamy nadzieję, że to jest już na pewno ta ostatnia. Tak to niby jest, że są trzy duże zniżki tak nam mówili na początku – 1 po ok. 2-3 m-cach, 2 po ok.6-8 m-cach i 3 po 14-15 m-cach około oczywiście bo to może różnie przebiegać indywidualnie i u syna to się jak na razie dokładnie sprawdza. Dlatego dyrekcja i terapeuci nie zgadzają się na krótszy okres leczenia w ich ośrodku a NFZ ich też strasznie ciśnie /ale się nie dają!!!/ bo nie widzą sensu w tym, aby wypuszczać ludzi przed przejściem tych 3 zniżek i poukładaniu sobie wszystkiego dokładnie przed wyjściem. Całe leczenie by poszło na marne bo by tego i tak sami nie wytrzymaliby na zewnątrz i by przerwali abstynencję a przynajmniej jak nie 100% to duża większość by nie dała rady. I po naszych doświadczeniach przyznaję im całkowitą rację. Było naprawdę ciężko jak przyjechaliśmy przyszedł do na s z plecakiem spakowany i za żadne skarby świata nie chciał zostać. On już sobie poradzi na pewno nie będzie brał i tak dalej same pierdoły, całkowicie chore myślenie. A z czasem nam powiedział /zresztą tak też mówił terapeutom,/ że bardzo się wstydzi tego, że tak narozrabiał przez te 2 dni i wstydzi się społeczności, nie będzie mógł im w oczy spojrzeć. Tak wyolbrzymiał problem, że aż brak słów. Z naszej strony jakby wyczuł choć odrobinę niepewności w tym, żeby go może jednak zabrać z ośrodka to byłby już koniec nie popuściłby. Jak komuś zależy na tym, aby się jego bliska osoba leczyła i ukończyła terapię to pamiętajcie NIE MA INNEJ OPCJI, NAWET CIENIA WATPLIWOŚCI, nie może wyczuć, zostaje w ośrodku dopóty, dopóki nie skończy terapii i terapeuci powiedzą, ze jest gotowy na wyjście i życie na zewnątrz. Nigdy nie może mieć dane jakiejkolwiek nadziei , że ma powrót do domu przed końcem terapii. Bo na pewno to wykorzysta, tą naszą niepewność i da dyla do domu i cała praca o kant tyłka rozbić, wszystko na marne. Jest to naprawdę trudne jak kochany syn, błaga że tak długo już jest i to mu wystarczy tyle leczenia /a widać oczywiście w jego zachowaniu zupełnie coś przeciwnego, całkowity nawrót choroby, choć można dać się łatwo otumanić/, że na pewno nie weźmie, będzie do szkoły chodził i tak dalej to można łatwo dać się nabrać, a na pewno serce pęka z bólu zwłaszcza matkom a nie można za żadne skarby świata tego pokazać. Twarda miłość jest naprawdę bardzo trudna ale na pewno także niezbędna. Wiele razy używam tego określenia, że tak trzeba i inaczej nie może być a jak stale ona boli i to naprawdę bardzo. Mamy nadzieję, że poradzi sobie już dalej z tą zniżką i znowu pójdzie jak burza do przodu. Trzymajcie za nas kciuki, a wierzących proszę o modlitwę o siły dla synka pa kochani idę spać bo całą noc nie udało się zmrużyć oka. Żonka też teraz biedna dopiero zasnęła. :cry: Ale myślę będzie dobrze, poradzi sobie, musi.Chociaż jak wczoraj po 24 wyjeżdżalismy zośrodka to jeszcze nie miał za szczerych oczu. :roll:
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
10.sty 2006 - 21:58

Jak tu nie wierzyć w zbiegi okoliczności:-)Weszłam na portal,bo przyszedł dzis list od męża.Pisze zebym sobie jednak poukładała zycie od nowa,ze ma ochote wyjsc,ze nie wierzy ze sie wyleczy,ze ma ochote ćpać itd. Bardzo mnie zmartwiły jego słowa.Pomyslałam,ze zajrze tutaj i znajduje słowa Jozefy o znizkach.Trochę mi ulzyło,ale z drugiej strony zaczełam sie martwić.Nie mam jak z nim porozmawiać,bo jeszcze przez dwa tygodnie nie ma prawa do telefonów.Z tego co sie zorietowałam z listu,nie przekazuja mu tego o co prosze gdy dzwonie.Tu sie nie dziwie bo mają tyle zajęc,a kazdy prosi o przekazanie kilku słów,kazdy moze zapomnieć.Napisałam list,ale czasem długo trwa zanim go SOM przeczyta.Czuje się bezsilna.Co powinnam pisać żeby mu pomóc przetrwać?
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
10.sty 2006 - 22:31

Przypomnij mu słowa przysięgi małżeńskiej- że Cię nie opuszczę aż do śmierci- i będziesz na niego zdrowego kochanego mężusia zawsze czekać, bo znalazłaś już tą drugą kochaną połowę której przysięgałaś. I nie ma takich głupot wypisywać /dosłownie głupot/ tylko się brać w garść i nie lamentować, bo ma szybko zdrowieć bo tesknisz bardzo za zdrowym mężusiem. I ma być spokojny o ciebie i/ bo to różne myśli włażą do głowy przez robala, że może znajdziesz innego itp. w tym czasie/ i że ma teraz skupić się na leczeniu to szybko ten czas Wam minie i będziecie znowu razem. Pamiętaj, że on w tym czasie nie myśli logicznie jak ma zniżkę to chore naprawdę myślenie. Twardo ale z miłością, nie zostawiaj mu furtki. Bo to nie pisał on tylko choroba, chore myślenie, zniżka, święta itd.. Życzę wytrwałości i wiele sił mężusiowi.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
10.sty 2006 - 23:55

Jest bardzo późno, ale muszę się z Wami podzielić choć krótko radością. Synuś właśnie dzwonił i już wraca na dobre tory!! Zupełnie inny głos i inne myślenie. Chce zapomnieć jak najszybciej te dwa dni i odbudować zaufanie wśród społeczności. Kończy leczenie nie ma innej opcji- jego słowa!!. Ułożył plan i go realizuje ostro. A co by było jakbyśmy się poddali i go zabrali?....lepiej nie myśleć o tym bo aż strach. Terapeuci i neofici mówią prawdę twarda miłość. On by chyba sam miał do nas po czasie wielkie pretensje jakbyśmy się poddali i go zabrali do domu. Największy błąd w życiu byśmy zrobili. Pozdrawiam już z uśmiechem. :lol:
anecia_b
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 11

Posted:
13.sty 2006 - 09:54

Hmm...musze przyznać, że w moim przypadku, od pierwszego dnia, kiedy mój mąż pojechał do ośrodka, nie było to tematem tabu. Zreszta mówienie o takim problemie przynosi ulgę, bo przeciez to nie my jestesmy winne. Nie spotkałam sie ani razu z negatywną reakcją, a co się okazuje, to wielu znajomych ma podobne problemy lub watpliwości co do swoich bliskich. Odeszłam od męża, ale on pewnie nawet nie zauważył, że nas nie ma. Do końca nie wierzyłam w Jego czyste intencje co do leczenia. Zmiany zachodziły małymi kroczkami. Zresztą kiedy pojechałam po raz pierwszy do ośrodka i zobaczyłam go takiego samego jak zza dawnych dni, zrobiło mi sie niedobrze... Długo nie wierzyłam, że będzie z tego jakiś pożytek, ale kiedy zobaczyłam jak doi kozy to zaczęłam wierzyć, że może...Dzisiaj jest ok. Nie jesteśmy razem, mieszka w miejscu leczenia, ale warto było. Mamy dziecko, przyjeżdza, potrafimy się pozozumieć. Nauczył się życia. W jakims stopniu jestem dumna, ze udało mu się skończyć leczenie, ale...to tylko dla Niego nowa linia startu. Cieszę się, ze nie musiałam znosić nowych ośrodków i nowych prób, ale pewnie gdyby tak się stało to tez byłabym z nim. Wyszłam z założenia, że jeżeli moja obecność może Mu pomóc, to to zrobię, ale tylko raz. Podziwiam wszystkie żony trwające przy mężach, ale ja chyba nigdy bym nie zniosła, gdyby się leczenie nie udało. Nie potrafiłabym żyć z ćpunem, dziecko jest dla mnie priorytetem. Najgorsze, że ludzie uzależnieni nie mają uczuć, są uposledzeni emocjonalnie i muszą nauczyć się wszystkich uczuć względem drugiego człowieka.
Pozdrawiam
Aneta
P.S. Brat mojego męża tez był w 2 ośrodkach. Miał 16 lat jak pojechał po raz pierwszy i w pierwszym ośrodku przez 7 mies. nawet nie podjął leczenia...Też były słowa i obietnice...
milunia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 27

Posted:
13.sty 2006 - 22:22

Anecia,Twój post pocieszył mnie troszeczkę i utwierdził w przekonaniu, że nie będe "tą złą" jesli nie zdecyduje się na powrót do męża po ośrodku..tym bardziej ze nie mieszkamy juz 4 lata razem .Oczywiście sa obietnice, zmiany..itp.Jest człowiekiem, którego kocham, któremu chce pomóc, ale poprostu nie dam rady. Strasznie sie boje...pewnie robię krzywdę dziecku. On chce zostac tam, na miejscu...a ja boję się rzucić wszystko i spróbować raz jeszcze, wierząc, że teraz bedzie cudownie.Tak nie bedzie. jesli sie zdecyduje na taki krok nie mam szans powrotu.Nie wiem co robić... Nic już nie wiem :(
anecia_b
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 11

Posted:
14.sty 2006 - 09:04

U mnie przez chwilę były jakieś plany reaktywacji, ale nic z tego nie wyszło. Najpierw Twój mąż niech skończy leczenie, a może już skończył? Wspieraj go słowem i swoją osobą, ale...myśl o sobie i o dziecku. Tak na prawdę to w ośrodku nie znaja przypadku, ze związki po leczeniu zaczęły życ na nowo. Niczego nie żałuję, jest innym zupełnie człowiekiem, a ja moge mu wybaczyc, bo jest chory, ale nigdy nie zapomnę, bo wspomnienia pojawiają się nawet wtedy , gdy tego nie chcę. Teraz jestem spokojna, ale nie wyobrażam sobie zycia z narkomanem. Chcę mieć w koncu spokój, nie mam siły za trzymanie i opiekowanie się mężem. A kto sie nami zaopiekuje??Teraz jest ok. i obydwoje o tym wiemy. Widujemy się jakieś raz na 3-4 tyg. i jest ok. Widzę, ze zaczyna coś czuć do córki, stara się...I jeszcze jedno..dowiedziałam się jeżdżąc do ośrodka o czymś takim jak współuzależnienie i nie sądziłam, ze jego problem dotyczy także i mnie. Krzywdy nie robisz dziecku, to On robi krzywdę i od Niego wszystko zależy a nie od Ciebie. To jest Jego życie i nie ulegaj szantażom emocjonalnym i nie wierz w żadne słowo zapewnienia. To najlepsi łgarze na świecie. Zresztą nie słowa swiadcza a czyny. Lepiej chyba się mile rozczarować niż bolesnie cierpieć, bo uwierzysz w jego zapewnienia jak zwykle. Uważam jednak, że pomoc drugiemu człowiekowi jest nalezna, o ile masz na o ochotę i On nie wysysa z Ciebie energii. Czas i zycie okaże jak sie ono ułoży. Też przez chwile chciałam wyjechać tam gdzie tam mieszka. Pamiętaj, ze Ty też jesteś ważna i masz prawo do normalnego życia i do szczęścia.
Pamiętaj , ze już nigdy nie będzie tak cudownie jak kiedyś...zresztą co w waszym zyciu było prawdą... Okazuje się, ze wiekszość naszego związku to był trójkat ja+on+ narkotyki...Długo o tym nie wiedziałam, więc pamiętaj, ze cudownego zycia nigdy nie bedzie...to zawsze jest narkoman...pomysl czy masz na tyle siły, by tak zyć.
Pozdrawiam
Aneta
ion_hardy
avatar
domownik
domownik
postów: 48

Posted:
14.sty 2006 - 09:44

Przeciez to przedewszystkim czlowiek dopiero potem narkoman.Pisze zpunktu widzenia osoby uzaleznionej i powiem szczeze ze gdyby nie swiadomosc ze czeka na mnie kochajaca kobieta,to nie wiem jak bym sobie dal rade.My tez mamy uczucia-wobrazcie sobie ze nie jestesmy maszynami do krzywdzenia innych.Wybaczcie ale traca mi to wszystko niezdrowym radykalizmem KOCHAC I BYC KOCHANYM ja cpun walcze o to przez ostatnie moje trzezwe miesiace i dzieki bogu sa wokol mnie ludzie ktorzy mysla podobnie
anecia_b
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 11

Posted:
14.sty 2006 - 09:56

Pozazdrościć...ale chcesz i walczysz...wszystko idzi w obydwie strony. tak jak traktujesz innych tak inni traktuja Ciebie... A nam jest tak dobrze...Przecież o tym wszystkim o czym piszesz dowiedziałeś sie i poczułeś dopiero jak jesteś czysty.
Pozdrawiam
Aneta
P.S. A w moim przypadku nie potrafie dalej kochać i zaufać, choć mąż nie jest mo obojetny! Pozazdrościć tylko partnerki.
ion_hardy
avatar
domownik
domownik
postów: 48

Posted:
14.sty 2006 - 10:23

Tak rozumiem moze ciut przesadzilem-wybacz. To prawda z moja Anetka :D poznalem sie w czasie kiedy jeszcze grzalem i to wlasnie ona dala mi kopa zeby przerwac 15 letni ciag.Teaz wiem ze chce sie o nia starac cale zycie to dla nas wytrzezwialem i ucze sie teraz jak zyc dla kogos a nie tylko dla siebie.Moj poprzedni zwiazek trwal 7 lat i tak miedzy bogiem a prawda to niewiele z niego pamietam.Dzis jestem oredownikiem teori ze czyste uczucie to najsilniejsza bron w walce z uzaleznieniem.Chce udowodnic sobie i wszystkim dookola ze zasluguje na zaufanie ktorym Ona mnie obdarzyla.Krok po kroku ide w ten obcy dla mnie, czesto tez wrogi,swiat i nie wyobrazam sobie co by bylo gdyby JEJ przy mnie nie bylo.Wiem ze to ogromna odpowiedzialnosc spoczywajaca na nas obojgu ale chyba warto probowac???Teraz kiedy wytrzezwialem zaczynam dopiero rozumiec na czym polega MAGIA i SILA MILOSCI i to jest PIEKNE :D :D :D Podobno"Kiedy czegos pragniesz, to caly wszechswiat dziala potajemnie bys mogl to pragnienie spelnic" i ja chce w to wierzyc. Pozdrawam ion
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
14.sty 2006 - 21:12

[quote=anecia_b]Tak na prawdę to w ośrodku nie znaja przypadku, ze związki po leczeniu zaczęły życ na nowo. Aneta[/quote] Czy ktoś może rozwinąć ten temat?Poczułam się jak rażona gromem.Do przeczytania tego postu wierzyłam,że można zacząć od nowa.Teraz nie wiem co mysleć.Czy naprawdę tak jest,że nikomu jeszcze się nie udało?
anecia_b
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 11

Posted:
14.sty 2006 - 21:58

Oczywiście nie można uogólniać, pewnie komus sie udało...mam taka nadzieję...
Aneta
Margaret
avatar
pretendent
pretendent
postów: 67

Posted:
14.sty 2006 - 21:58

Aneta trochę przesadziła... Chodziło może o związki dwojga uzależnionych, a nie związki, w których jedna osoba jest narkomanem. Znam wiele par, które po terapii jednej ze stron są razem. Chociażby ja sama. poznałam mojego męża kiedy miałam 16 lat - już wtedy brałam. On nigdy nie posunął się dalej niż do trawy i to tylko okazjonalnie. Poszłam do ośrodka w wieku 17 lat. Przetrwaliśmy. Czekał. Udało nam się, jesteśmy prawie 13 lat po ślubie. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nadal się kochamy.
Większy problem jest kiedy obie osoby są narkomanami. Wówczas nawrót jednej zazwyczaj oznacza nawrót drugiej. Chociaż wyjątki też się zdarzają (niestety osobiście nie znam).
Marysia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 24

Posted:
14.sty 2006 - 22:56

Dziewczyny, swoimi postami trafiłyście w 10-tkę moich rozterek.
Gdy ponad rok temu zadawałam sobie pytanie czy chcę zaryzykować i spróbować żyć z narkomanem nie umiałam na nie odpowiedzieć, aż odpowiedz przyszła sama z wnętrza mnie.Stwierdziłam,że chcę spróbować.....no i prawie w rocznicę swojej trzeżwości znów popłynął..
Teraz jest znów w ośrodku, sam zdecydował się na to bez żadnych mioch sugestii, może ta jego decyzja jest więcej warta, niz poprzednia pod wpływem mojego ultimatum, nie wiem. Teraz znów pojawiło sie pytanie, co dalej, czekać czy nie..
Jak bym oglądała znany już film:(, znów nie znam odpowiedzi... no bo ile razy można dawać szansę.Marek Kotański mówił, że nikt nie jest stracony na zawsze, ale czy znajdę w sobie zaufanie kolejny raz...
Potrafię dbac o siebie i córcię. Wiem, że nie jest mi nadal obojetny, ale nie czuję potrzeby pisać mu w listach, że go kocham itd. W jakiś sposób staram sie go wspierać, ale bez obietnic. Zostawiłam sobie tą decyzje na potem, jeszcze całe leczenie przed nim, mam nadzieję , że i tym razem odpowiedz sama ze mnie wypłynie, póki co nie chcę sobie tym zaptzatać głowy, bo to bezcelowe w danej chwili. Wiem, że zawsze będzie obecny w moim życiu, bo mamy dziecko, ale jeszcze nie znam odpowiedzi, w jakim to ma być charakterze...To wszystko nie jest łatwe, ale wiem, że na pierwszym miejscu jestem ja i moja córcia-tego jestem pewna i to sie nigdy nie zmieni, a reszta ufam, przyjdzie sama. Mówię sobie"daj czasowi czas"-tylko na tyle na razie mnie stać.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
15.sty 2006 - 21:42

szczęściary ;zastanawiacie się nad szansami przetrwania a ja marzę o takich dylematach czy mam szansę ?Nie wiem sama. Oddałabym wiele żeby choć tak raz pomyslał o leczeniu! pozdrawiam wszystkie osoby leczace się i te ,które na nich czekają może kiedys do was dołączę....
Marysia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 24

Posted:
15.sty 2006 - 22:12

Kotunko droga:) to czy leczy się ktoś bliski czy nie w sumie nie musi mieć wpływu na twoje decyzje, twój los w twoich rękach-tak uważam:)
A poza tym w życiu zawsze są jakieś dylematy, a szczęście [tak nawiasem mówiąc:)] to ciężka praca:)
Zajmij się sobą, niezależnie od tego jak potoczą się sprawy z twoim mężem.
POWODZENIA I WIARY, ŻE TWÓJ LOS JEST W TWOICH ZGRABNYCH RĄCZKACH:)))
A z tym dołączaniem to Ci powiem, że już jesteś jedną z nas:)))), należysz do naszej bandy :)) "kobiet uzależnionych facetów":)) [mam nadzieję, że nikt tego określenia mi nie weżmie za złe:)]
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
16.sty 2006 - 09:48

masz racje droga Marysiu;po to tu jestem.Bo nie chcę być sama z tym wszystkim;weszłam w ten temat rzeby wiedziec jak to jest w tych /zdaniem mojego faceta więzieniach/...bo chce byc przygotowana kiedy się ocknie ,na odpowiedzi , bo to on pyta czesto z ciekawości , sam nie przeczyta o tym nic a ja odwrotnie uwazam ze te osierodki to nasza przepustka do normalnego zycia...pozdrawiam
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.sty 2006 - 10:42

Piszę do tych kobiet które maja uzaleznionych facetów. Zacznijcie dla swojego i bliskich dobra i same się leczyć. Jest to naprawdę bardzo ważne dla Was jak i dla Waszych bliskich. Współuzaleznienie to jest bardzo ciężka choroba. Może wtedy zrozumiecie zarazem choć trochę swoich mężów czy facetów i zaczniecie zdrowo i świadomnie podejmować tak ważne decyzje życiowe. To jest choroba, a z tej chorobym można wyjść i stać się naprawdę bardzo wartościowym i lepszym człowiekiem nawet lepszym jakim się było jeszcze przed uzależnieniem. W więszości przypadków jest to obopólna wina, że mąż zaczął pić czy ćpać. Że dziecko zaczęło ćpać bo nie radziło sobie z twardą rzeczywistością / zazwyczaj tak jest/. Nie można na emocjach podejmować tak ważnych decyzji. Osobie uzależnionej a leczącej się jest bardzo pomocna, ja nawet ośmielę się napisać wręcz niezbędna miłość i wsparcie tej przecież najbliższej osoby. To nie jest tak, że sie ćpa widząc jak rani się poprzez to siebie i tych których się najbardziej kocha z premedytacją dla swojej przyjemności. To jest choroba i to trzeba zrozumieć. Żeby stać się np. alkoholikiem jest udowodnione , że trzeba spełnic tylko dwa warunki. Trzeba mieć w sobie pewniem syndrom X /naukowcy nie wiedzą dlaczego go niektórzy mają a niektórzy nie i nie umieją go wyszczególnić, ale to nie są napewno geny/ oraz trzeba chociaż raz napić się alkoholu. To wystarczy aby zacząć stawać sie osobą chorą. To proste a zarazem jak straszne. Ale napewno można żyć normalnie jak sie rozpozna w sobie tę chorobę i nauczy się z nią żyć. Są setki tysięcy takich osób w Polsce i zarazem sąszczęśliwi w małżeństwie.[/img]
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
16.sty 2006 - 18:57

Jozefaa nie zgadzam się z tym,że w wiekszości przypadków to obupólna wina,że mąż zaczał pić czy brać narkotyki.Za to,że obie strony ponoszą winę gdy sie źle dzieje w zwiazku,zgodzę się.Jednak decyzję o braniu,czy piciu podejmuje już jedna osoba,mająca świadomość konsekwencji bo w dzisiejszych czasach nie jest to temat tabu.Wydaje mi się,że właśnie takie myślenie jest przyczyną wstydu i poczucia winy z powodu uzaleznienia partnera. Ale mogę się mylić :)
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
16.sty 2006 - 20:35

Masz rację źle się wyraziłem w tym zdaniu. Bo to on sięga po narkotyki mógł znaleźć inne wyjście z trudnej sytuacji, to prawda. Ale zazwyczaj jak się siega po wspomagacze to jest się pewnym że to tylko od czasu do czasu bo jest mu wtedy natychmiast lżej w tych częstych, powtarzających się stresujących sytuacjach wytrwać. I nie wiadomo kiedy staje się uzależnionym. Tak jest, że człowiek siega po wspomagacze bo to łatwe i działa natychmiast i napewno wtedy nie myśli o tym, że sie uzależni i zbabra sobie życie, zamiast np. iść do poradni małżeńskiej czy psychologa. Tak się często dzieje jak sie nie rozmawia, jak traci się wsparcie u kochanej drugiej połowy - ja tak myślę. Nie usprawiedliwiam poprzez to picia, ćpania itd. bo nic tego nie może usprawiedliwić. Ale z moich obserwacji tak to zauważam. Oczywiście nie zawsze tak bywa jest to oczywiste.
Marysia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 24

Posted:
17.sty 2006 - 19:00

W moim przypadku było tak, że jak poznałam Daniela, to był już dość długo uzależniony (kilka lat). Ukrywał to w pewnym sensie, a ja nie dostrzegłam podstawowych sygnałów, więc wszystkie relacje w sumie opierały się na chorym gruncie. Ale wierzę, ze jego uczucie było szczere, choć niedojrzałe i "skażone" przez chorobę.
Są dni, kiedy chcę wierzyć, że wszystko sie ułoży,bo znam wielu wspaniałych ludzi, którzy z tego wyszli, ale czy on będzie jednym z nich? zobaczymy:)ważne , że zmierza w dobrym kierunku, oby tak zostało.
Pozdawiam wszystkich:)
P.S. Józefaa ma rację, że leczenie współuzależnienia daje wiele korzyści, widzę je u siebie, nauczyłam się dzięki temu wielu przydatnych rzeczy nie tylko w relacjach z uzależnionym, ale ogólnie z ludzmi.
Teraz połowę świata wysłałabym na jakąś terapię, zawsze można się o sobie czegoś nauczyć i coś zmienić na lepsze:)
Ale sie rozpisałam:)))
milunia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 27

Posted:
18.sty 2006 - 11:29

Ja też bym chciała brać udział w terapii dla współuzależnionych, jednakze z mojego miasteczka musiałabym dojeżdzac kawałek drogi :( Mieszkałam z męzem narkomanem, potem z bratem narkomanem...odwiedzam ich w ośrodkach (na szczeście sami tego chcieli), ale myśle że ja też potrzebowałabym jakiegoś wsparcia, bo niestety nikt nie potrafi mnie zrozumieć...prosze nie posądzać mnie o skrainy egoizm, poprostu troszeczke nie radze sobie. Poza tym, co powinno być absurdalne, czułam się gorsza, dlatego, że nie brałam (a może bardziej- przestałam brać w odpowiednim czasie) i miałam wrażenie,ze całe "to" towarzystwo śmiało sie ze mnie...Tak było...a teraz czas pokaże.pozdrawiam. :)
admin
avatar
admin
admin
postów: 567

Posted:
18.sty 2006 - 19:45

o jakim miasteczku mówisz ?

...gdyby w życiu były same piękne chwile

nie wiedziałbym że żyję...

milunia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 27

Posted:
18.sty 2006 - 22:33

W Zduńskiej Woli, gdzie mieszkam, jest jedynie punkt konsultacyjny, prawdopodobnie nie cieszący się dobra opinią :(
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
1.lut 2006 - 20:59

[b]No i koniec tematu.[/b] Syn został usunięty z ośrodka. Właśnie go przywieźliśmy do domu z ... psem. I tak się zakończył pewien okres w naszym życiu. A tak dobrze szedł i stanął czyli do tyłu poszedł. Tym razem nie kazali nam przyjeżdżać do ośrodka. Mówili że zadzwonią jak będziemy potrzebni. No i zadzwonili jak wykluczyli go ze społeczności i zaczeli go pakować żeby go zabrać do domu jak chcemy. A tyle razy nam udawało się go przekonać. Tym razem jak pojechaliśmy stał już wyrzucony za bramą z bagażami. Było za póżno nie udało już się nic zrobić. Jedynie zabrać rzeczy i psa, a jego zostawić na mrozie. Nie miałem sił tego zrobić. Oczywiście mówił, że może iść do innego ośrodka byle już dłużej nie być w Zapowiedniku nie może już znieść tam dłużej pobytu i takie tam duperele. Ma dość, jest zbyt długo - tak gadał. Oczu nie ma takich jakby za mgłą, jak wtedy kiedy chciał opuścić wcześniej ośrodek. Ale czy się sam nie oszukuję, że może jednak mu starczy już tego pobytu mimo, że nie dokonczył leczenia? Wątpię! W każdym bądz razie stało się i nie ma już powrotu do Zapowiednika. Tyle pracy i zachodu i naprawdę pójdzie to wszystko na marne??? Kurde /przepraszam/ nie wiem naprawdę. Dzięki za wsparcie chyba zawaliłem. Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję. :cry: Nie wiem co dalej robić. Muszę to premyśleć. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba.
Baśka
avatar
neofita
neofita
postów: 677

Posted:
1.lut 2006 - 21:02

Sorki, jozeffa może nie mam prawa się wymądrzać, ale to nie ty nawaliłeś, a twój syn. TO NIE JEST TWOJA WINA.


"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
[IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
Margaret
avatar
pretendent
pretendent
postów: 67

Posted:
1.lut 2006 - 21:45

Józef, jak słusznie zauważyłeś to tylko koniec jednego z etapów. Może było mu potrzebne takie wydarzenie?? Może jego motywacja wzrośnie a zaufanie do samego siebie i swoich możliwości spadnie do odpowiedniego poziomu??
Wiem, że to trudne, ale powiedz sobie: wszystko, co go nie zabije, to go wzmocni...
Myślami jestem z Tobą.
I rzeczywiście - szukanie winy w sobie nie jest dobrym pomysłem :?
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
1.lut 2006 - 22:54

Dziękuję Wam z miłe słowa. Szukamy teraz razem jakiegoś ośrodka. Może gra a może faktycznie chce iść gdzie indziej na krótszy termin. Gdzie więcej terapii będzie. Sam nie wiem co jeszcze zrobimy. Ale napewno nie damy się!!! Dodaliście nam sił. Dzięki pa do dalszej pracy czas.
milunia
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 27

Posted:
1.lut 2006 - 23:27

Mój brat (22 lata) został usunięty z dwóch ośrodków (za brak współpracy i poprawy w leczeniu-...dziwne) ...I to właśnie wtedy jak zaczeliśmy przyzwyczajać sie do spokoju...Boże jak wygladała moja mama, kłębek nerwów...Wrócił i co??? Nacieszył sie "wolnością" ...i wiedział że musi znależć kolejny ośrodek. Wyjechał, pożegnaliśmy go ponad rok temu...i nie wraca.Tam jest mu dobrze..A w sobotę odwiedze Go... :) 3mam kciuki!
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
2.lut 2006 - 18:38

kochany Jozefaa;zmartwiło mnie to ,bo jestes zawsze z nami i służysz rada i pocieszeniem a tu nagle i tobie z synem coś nawala;myslę ,że powinniście wykorzystac jego chęć zmienienia osierodka a nie wogóle zaprzestanie leczenia ;niestety ja nie wiele mogę ci w tym temacie zaradzić ale piszę bo sercem i myslami jestem z wami...trzymam kciuki za twojego syna przekaż mu ,że ma b.dobra motywację do leczenia się a to juz większa połowa sukcesu..pozdrawiam....
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
2.lut 2006 - 19:16

Dzięki narazie jest dobrze. Byliśm razem teraz wieczorkiem na spacerze z psami. Każdy ze swoim. Musi się przyzwyczaić do niby nowego otoczenia. Myślę, że sobie poradzimy i widać, że nie chce brać jak narazie. Terapeuci zTorunia mówili, że jak na jego młody wiek 15 miesięcy to dość długi okres leczenia zamniętego, bo może mieć problemy z życiem na zewnątrz. I myślę że chyba ma jednak rację. Bo dlaczego po leczeniu i ukończeniu leczenia wracali do ośrodka i siedzą tam a nie na zewnątrz. Chyba nie potrafią sie przystosować. Bartek mówi, że też sie dziwnie czuje jak chodziliśmy. Bo już długo nie był na zewnątrz ostatnio w domu a potem zabrali im wszystkim przepustki bo mieli doła. To jest około 2 miesięcy nikt nie wychodził na zewnątrz. Ale jutro jedziemy razem /będzie sie uczył przy okazji jezdzic, bo pewno już wszystko zapomniał/ do Zakroczymia pod Warszawę to sobie pogadamy. Nie pamiętam kiedy ja byłem na spacerze, kurcze a z synem to chyba nigdy. A dziś byłem. Nawiązałem kontakty z Toruniem i myślę że sobie poradzimy. Ważne że nie chce brać i widać że jest to szczere. Pozdrawiam I dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za serce i wsparcie jakie to jest naprawdę ważne dla nas. Mam nadzieję, że z czasem i syn będzie na tej stronie brał czynny udział. :wink:
stempel
avatar
monarowiec
monarowiec
postów: 110

Posted:
2.lut 2006 - 22:36

Pewnie Józeffa, że wyjście z ośrodka to nie koniec świata. Teraz chłopak niech chodzi na grupy i przystosowuje się do życia na zewnątrz a ma już bardzo dobre podstawy do tego po tak długim pobycie. Mój chłopak jak pisałam wcześniej wyszedł po 4 -ach i będzie niedługo jechał do innego ośrodka na 8 m-cy a już po tak krótkim okresie widze pozytywne zmiany. Także głowa do góry i trzymam kciuki za Was :D

ewe
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
10.lut 2006 - 18:51

Witam po przerwie w temacie. Byliśmy razem /czyli żonka, syn i ja, nie wiem może jeszcze byśmy mogli zabrać córkę ma 13 lat terapeuta się pytał o nią, jak uważacie?/ na spotkaniu tak jakby organizacyjnym w Centrum Profilaktyki i Terapii Uzależnień i Współuzależnień w pobliskiej nas miejscowości u nas nie ma nic takiego za mała miejscowość. I znaleźli coś dla nas i syna. Będziemy mieli z żoną terapię i spotkania z terapeutą a i Bartek bardzo się cieszy bo też będzie miał spotkania indywidualne i w grupie z osobami po leczeniu. Także mam nadzieję, że wspólnie zaczniemy się pozytywnie rozwijać. Cieszę się bardzo z tego, że w końcu moja żona będzie zaciągać fachowej pomocy bo bardzo tego potrzebuje. Może będzie Jej lżej znosić te ciągłe obawy i zajmie się trochę sobą. Bo naprawdę bardzo cierpi, współuzależnienie to ciężka choroba. Mam nadzieję, że te spotkania będą dla nas bardzo pomocne. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję jeszcze raz za słowa otuchy. Jesteście jak to kotunka napisała prawdziwą fajną rodzinką dzięki Wam za to z całego serca.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
6.sie 2010 - 16:00

No i wreszcie po 5 latach walki z chorobą syna WYGRALIŚMY!! Ciężkie to były lata ale wiele nas to też nauczyło. W 2008 roku ukończył wreszcie leczenie i obecnie żyje w trzeźwości. UDAŁO się!! :-)

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
29.lis 2010 - 11:09

Witam!
Czy jest tu ktoś, kto [b]mógłby mi powiedzieć coś konkretnego o Ośrodku Rehabilitacyjno-Readaptacyjnym "Monar" w Nowolipsku[/b]? Od stycznia br przebywa tam mój syn, który oprócz tego, że jest uzależniony od alkoholu, ciężko choruje (po poważnej, ratującej życie operacji).
Jestem przerażona, bo kadra Ośrodka dziwnie i nieprzyjaźnie mnie traktuje (nie jestem i nigdy nie byłam uzależniona od żadnych substancji i nie mam żadnych problemów w komunikacji społecznej).
Syn co chwilę ma karę w postaci zakazu kontaktów zewnętrznych (co sprowadza się do braku kontaktu ze mną), i nikt - włącznie z wychowawcami - nie chce ze mną rozmawiać. Jedyne, co słyszę, to "syn jest dorosły". Czy to, że jest dorosły, oznacza, że mam przestać się Nim interesować i troszczyć się o Niego?
Zanim zdecydował się na pobyt w Ośrodku, przeżyłam prawie 20 lat piekła. Nie wspomagałam Go w procesie zapadania w nałóg: zostawiłam z problemem na 6 lat (po wyczerpaniu wszystkich form perswazji zmieniłam m-ce zamieszkania) i odnalazłam na OIOM-ie w stanie śpiączki...
Jego zdrowie (fizyczne) nadal szwankuje i wymaga interwencji medycznych, a odnoszę wrażenie, że "pochylanie się nad ciałem" (np. stosowanie rygorystycznej diety - syn miał masywną operację trzustki) jest w tym ośrodku postrzegane, jako wyraz roztkliwiania się nad sobą. Boję się, że uleczona dusza zechce opuścić zmaltretowane ciało...

Jestem na skraju załamania nerwowego...

Bardzo proszę o kontakt osoby, które wiedzą, jaka atmosfera panuje w tym miejscu. Będę bardzo wdzięczna!
magnola
online
avatar
moderator
moderator
postów: 895

Posted:
29.lis 2010 - 18:34

Temat Nowolipska był już kilka razy poruszany.

Poniżej masz linka:

[url=http://www.monar.net.pl/module-pnForum-viewtopic-topic-148.html]NOWOLIPSK[/url]

Przeczytaj powyższy wątek w szczególności to (może chociaż trochę się uspokoisz)

[quote=Bogmon 15.09.2005]
Witaj Słomko, mam na imię Bogusia i prowadzę ośrodek w Nowolipsku od 20 lat, doskonale rozumiem Twój niepokój, bo nagle ktoś bliski znika z Twojego świata i znajduje się w ośrodku, a Ty nie masz z nim na początku kontaktu (oprócz listowego), i niewiele wiesz o terapii, o życiu codziennym ośrodka. Jeżeli masz na ten temat jakieś pytania to możesz pisać na adres ośrodka monar@post.pl, możesz też dzwonić, a wreszcie możesz pisać listy do bliskiej Ci osoby. Pamiętaj, że ludzie którzy są na leczeniu bardzo tęsknią za bliskimi sobie osobami, ale też w dużej mierze to dla nich starają się wytrwać. Każdy narkoman spragniony jest miłości, bliskości, przyjaźni. Ośrodek to miejsce, w którym mogą właśnie odnaleźć te uczucia. Nie wiem kim jest osoba o której piszesz, wiem tylko, że jest już 2 miesiące, a więc lada dzień pewnie otrzyma status domownika i będziesz mogła przyjechać do Nowolipska by się z nią zobaczyć. Poznasz też wtedy bliżej ośrodek, ludzi którzy się w nim leczą i pewnie znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania.

pozdrawiam Cię serdecznie i do zobaczenia w Nowolipsku[/quote]


Do tego wypowiedzi znalezione na szybko po wpisaniu "Nowolipsk" w wyszukiwarkę na forum.

[quote=marecki] Dla mnie Nowolipsk jest zajebiscie waznym miejscem i wiem ze jakby sie cos dzialo,mialbym jakies klopoty moge tam walic jak w dym.[/quote]

[quote=Hefaren] Osoby które z tego portalu leczyły się i ukończyły leczenie z pozytywnym skutkiem o których wiemy to BABIGOSZCZ, Gracze, Kamien Rymanski, nowolipsk, Marianówek, sama mogę dodać też Matarnie - stamąd dwie znane mi osoby ukończyły leczenie jedna z nich do tej pory utrzymuje abstynencje , druga nie wiem - nie mam kontaktu.[/quote]

Chyba nie może tam być aż tak źle żeby mieli uśmiercić Ci syna.

Na pewno mają wiadomości o jego stanie zdrowia jakby coś się działo to jest opcja: lekarz, szpital, poza tym syn chyba faktycznie jest dorosły i jakby jego stan zdrowia się naprawdę pogarszał to sam zadba o wizytę u lekarza.




napisany przez: magnola, 29-11-2010 - 20:46


człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
29.lis 2010 - 20:42

Dzięki...
ana_xx
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 5

Posted:
30.lis 2010 - 09:16

Witam serdecznie. Dotychczas tylko czytałam, nie czułam potrzeby wypowiadania się, w tym przypadku jednak... Magnola wątek o Nowolipsku jest sprzed 5-ciu lat..Syn mój był w Nowolipsku od lipca do końca września tego roku. To że nie wytrzymał to jest inna bajka, ale to , że kadra lekceważy całkowicie najbliższych zaineresowanych losem pacjeów o fakt. Nigdy nikt nie udzielił mi żadnych informacji bo syn 'jes dorosły'. W związku z ym, że nie miałam żadnych doświadczeń w emacie ośrodków sądziłam, że to norma i tak właśnie ma być. Nie jest to jednak , na szczęście norma! Prosiłam przymilnie kadre, że gdyby syn opuścił ośrodek proszę o telefon , chociażby po to by się przygoować psychicznie nie wspominając o zabezpieczeniu domu.Oczywiście prawie zeszłam na zawał widząc mojego synusia przed drzwiami. Jeden wielki szok. Zadzowniłam do ośrodka to mi powiedzieli, że nie mają obowiązku informować mnie o niczym. Ręce mi opadły. W ten sam dzień syn pojechał do ośrodka w Graczach, został przyjęty i jest tam do dziś. między tymi ośrodkami jest przepaść ogromna. Jestem informowana na bieżąco , syn ma terapię indywidualną( zresztą wszyscy mają) , są spotkania co miesiąc z rodzicami. Syn również jest w coraz lepszym stanie. Myślę , że czasy się zmieniły, coraz młodsi ludzie trafiają do ośrodków i meody, które były skutecznie 20 lat temu niekoniecznie muszą działać w czasach dzisiejszych.

"Za bardzo Cię kocham by
uprawiać z tobą seks. To mi burzy moje idealne postrzeganie ciebie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 10:09

Ana_xx, bardzo dziękuję, że się odezwałaś. Zaczęłam już myślec, że straciłam zmysły.

Bardzo się martwię - synowi stan zdrowia znacznie się pogorszył; załatwiłam mu konsultacje lekarskie, ale kontakt z nim się urwał i nic nie mogę "zgrac" - każda próba kontaktu z kadrą owocuje powtarzanym jak mantra "jest dorosły".
Nie chcę przesadzac, ale wygląda to na jakieś manipulacje typowe dla sekty.
Co z tego, że jest dorosły? Pewnych spraw nie jest w stanie sam załatwic.
Otrzymał od lokalnego lekarza skierowanie do pobliskiego szpitala, ale tam nie potraktowano go poważnie - jako pensjonariusz Ośrodka był podejrzewany o to, że chce znaleźc się w szpitalu ze względu na dostęp do leków. Jak miał się tłumaczyc - że jest alkoholikiem, nie lekomanem???

Co mogę w sytuacji, jaka jest, zrobic, by pomóc dziecku, a nie tylko pozbyc się problemu (wraz z dzieckiem)?


ana_xx
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 5

Posted:
30.lis 2010 - 10:25

Wydaje mi się, że przesadzasz porównując ośrodek w Nowolipsku do sekty. Kiedyś taki sposób terapii był jedyny i słuszny i ten ośrodek się na takim etapie zatrzymał. Zapewne są osoby , którym tylko taka właśnie terapia pomoże. Inne osoby będą potrzebowały czegoś innego. np mojemu synowi bardzo pomaga terapia indywidualna, rzmowy itp z terapeutą. Z drugiej strony czy Ty aby nie jesteś nadopiekuńcza? Na narkomanie , alkoholizm też się umiera. Myślę, że nie jest źle skoro syn tam jest. Gdyby było mu tragicznie uwierz mi ze wyszedłby stamtąd bez względu na wszystko.Jeżeli moglabym Ci cos doradzic to.. zostaw sprawy tak jak są, kazdy dzien w osrodku to napewno dzien w trzezwosci , czyli krok do przodu. Ja bylam wsciekla na podejscie terapeutow do mnie i traktowanie mnie jak upierdiwego komara, ale gdyby moj syn chcial tam byc bylny do dzis. Bo faktem jest ze to dorosli ludzie sa i niech radza sobie sami. Napewno jezeli bedzie jakies zagrozenie dla jego zdrowia to otrzyma fachowa opieke lekarska i szpitalna. wyluzuj, zyj swoim zyciem i ciesz sie ze on tam jest. pozdrawiam i 3mam kciuki:)

"Za bardzo Cię kocham by
uprawiać z tobą seks. To mi burzy moje idealne postrzeganie ciebie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 10:36

Byłam szczęsliwa, jak się znalazł w tym ośrodku. Nie kwestionowałam i nie kwestionuję metod terapii, a moja nadopiekuńczośc przejawia się tylko w obszarze zdrowia fizycznego, ponieważ wiem, jakie zagrożenie dla życia człowieka stanowią zaniedbania - przy życiu z kawałkiem trzustki sztucznie połączonej z żołądkiem. Tu nie ma miejsca na błąd...
Gdybyś widziała swoje dziecko [b]umierające[/b] (ja widziałam! To, że syn przeżył, lekarze kwalifikują jako "cud"), pewnie też byłabyś nadopiekuńcza.

Dziękuję Ci z całego serca, że podjęłaś dialog ze mną - nie czuję się tak całkowicie ignorowana...
ana_xx
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 5

Posted:
30.lis 2010 - 10:47

No ja akurat metodę terapii w Nowolispku w przypadku mojego syna uznaję za nietrafioną. Jest w Nowolipsku opieka medyczna , jest lekarz , napewno diete tez ma odpowiednia skoro nic sie nie dzieje. Skoro syn dostal kare i w zwiazku z tym zakaz kontaktow z Toba i pozniej znowu dostal kare , znaczy ze robi cos nie tak. I na dokladke nie zmienia tego, czyli kontakty z Toba sa dla niego srednio wazne, inaczej bardziej by sie postaral. Faktem jest jednak ze kadra osrodka moglaby udzielic ci wszelkich informacji dotyczacych jego zdrowia. Moze zamiast dzwonic napisz do kierownictwa osrodka jakies pismo? wtedy tez na pismie dostaniesz odpowiedz. A moze syn twoj nie wyrazil zgody na informowanie Cie? No wkurzajacy jest ten brak wiadomosci. Ale cos w tym musi byc ze syn Twoj jeszcze ta jest. musisz zrozumiec ze terapia jest dobrorolna i skoro on tam zostaje to nic zlego sie nie dzieje. Wez tam wysmaruj jakies pismo moze bedziesz spokojniejsza.

"Za bardzo Cię kocham by
uprawiać z tobą seks. To mi burzy moje idealne postrzeganie ciebie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 11:48

Jest tam, ponieważ jest zdeterminowany i przekonany, że pobyt w ośrodku pomoże mu w uzyskaniu równowagi emocjonalnej i opanowaniu nałogu. Wie, że albo picie, albo życie.
Pierwszy raz miał karę, bo "wygarnął" o panującej niesprawiedliwości, a drugi raz za to, że zobowiązał się do niepicia kawy, a pił. No i OK...
Moje próby relacji z kadrą... podejrzewam, że bardzo mu szkodzą - pewna pani z administracji wysłała L-4 nie tam gdzie trzeba i gdy odkręcałam sprawę, to się bardzo "naraziłam". Ta sama pani zrobiła okropną "jazdę", gdy (na prośbę pracownicy ZUS-u) zapytałam, czy L-4 można byłoby wysyłac częściej. Z d*perelnej sprawy zrobiła wielkie halo. Wtedy zaczęłam podejrzewac, że coś tam funkcjonuje nie do końca tak, jak powinno.
O dietę dla syna stoczyłam prawie wojnę; podobnie o to, by mógł nie dźwigac rzeczy ciężkich - to wszystko miał w kartach wypisu ze szpitala, ale nikt nie miał zamiaru tych zaleceń respektowac. Rezultat jest taki, że stan zdrowia syna bardzo się pogorszył.
Syn zrujnował sobie zdrowie "własnoręcznie" i boję się, że przy tendencji kadry ośrodka typu "nie rozczulaj się nad sobą" będzie się ten stan pogłębiał. Ja mu wkładałam ostatnio do głowy raczej "zacznij w końcu myślec o sobie".

Piszę tu także dlatego, że może ktoś z terapeutów to przeczyta i skłoni go to do przemyśleń. Wierzę, że ludzie miewaja raczej dobre intencje, tylko czasami realizacja zawodzi...
ana_xx
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 5

Posted:
30.lis 2010 - 11:52

hm. zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości , tam są układy. Mozesz probować znalezc inny ośrodek, który przyjmie Twego syna, pojechac po niego i od razu zawiesc w nowe miejsce. ale tak, zeby nawet o dom nie zahaczyc.

"Za bardzo Cię kocham by
uprawiać z tobą seks. To mi burzy moje idealne postrzeganie ciebie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 12:01

Znalazłam taki ośrodek. Jak już będę się mogła z synem porozumiewac, uzgodnię z nim co i jak. Jeśli zechce- przeniosę go.
A ten ośrodek, w którym jest teraz Twój syn - czy tam przyjmują też alkoholików? Bo wydaje się, że tam jest odpowiednia atmosfera, a to bardzo ważne.
Chciałabym wreszcie odzyskac chociaż trochę spokoju, wiedząc, że syn jest w dobrych rękach.
Moje dziecko nauczyło mnie płakac i jakoś nie mogę przestac...
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
30.lis 2010 - 13:03

Witam Cię teesa. Mam pytanie ile lat ma Twój syn? Wiesz leczenie alkoholizmu jak tylko ma uzależnienie od alkoholu (tylko?) a nie od narkotyków to takie leczenie odbywa się w ośrodkach zamkniętych krótko terminowych znaczy od 6-8 tygodniowe i dalej pacjenci uczęszczają na grupę AA. Nie ma tam pracy a uczy się o chorobie alkoholowej , poznaje siebie itd. oraz jak sobie radzić z tą chorobą. To tak pokrótce. Nie wiem dlaczego poszedł do ośrodka długoterminowego? Kto tak zalecił? Jaki terapeuta czy może jaka poradnia leczenia uzależnień go tam skierowała? To na razie tyle. Czytam ten temat i się zdziwiłem że pisałem odpowiedzi bo awatar swój zobaczyłem hi hi a tu niespodzianka ana_xx też się spodobał. Jak masz ochotę to proszę o odpisanie i jaki nowy ośrodek znalazłaś dla syna??



napisany przez: jozefaa, 30-11-2010 - 14:08

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 14:04

Syn [b]kilkukrotnie[/b] leczył się w ośrodkach krótkoterminowych, grupa AA też "nie dała rady". W dodatku nieszczęśliwie się zakochał (w osobie, która miała na niego fatalny wpływ). Ponieważ próbował też narkotyków, były podstawy, żeby zakwalifikowac go do grupy uzależnionych krzyżowo. W naszym mieście funkcjonuje Poradnia "Monar" zajmująca się również alkoholikami - i tak od psychoterapeuty, poprzez psychiatrę i Poradnię - doszło do skierowania na pobyt długoterminowy, z dala od domu. Był to pomysł dobry i gdyby nie problemy "techniczne", o których wyżej, nie miałabym zastrzeżeń.
Syn ma 39 lat i pił od wczesnej młodości; rozwalił sobie życie kompletnie.
Nowy ośrodek to ostatecznośc; myślę, że dobrze, żeby zakończył cykl terapii tu, gdzie jest - chyba że naprawdę będzie to zagrażało jego życiu.
Potem można będzie myślec o dalszym postępowaniu - w związku ze stanem zdrowia jest niepełnosprawny.

Dzięki, że zareagowałeś na mój problem. :)
magnola
online
avatar
moderator
moderator
postów: 895

Posted:
30.lis 2010 - 18:05

Ana_xx, jasne, że temat o Nowolipsku jest stary, wręcz archiwalny i właśnie dlatego umieściłam przy nim datę żeby to było jasne.

A, że w ośrodku są pewne zasady i może nie jest on liberalny to inna bajka. Są różne metody, różne style leczenia, ośrodek czy rodzaj leczenia można zmienić, a przede wszystkim wybrać. Kiedyś może nie było wyboru i leczono wszystkich na jedno kopyto ale teraz jest. Więc teesa Twój syn ma wybór! I ma 39 lat. Pozwól mu wybierać. Jakby działa mu się krzywda to już dawno by go tam nie było powtórzę za ana_xx.

[quote=teesa]Nowy ośrodek to ostatecznośc; myślę, że dobrze, żeby zakończył cykl terapii tu, gdzie jest - chyba że naprawdę będzie to zagrażało jego życiu.[/quote]
I tego się trzymaj.

Powodzenia i spokoju życzę :-)

A swoją drogą on przy okazji terapii ma się nauczyć jak samemu zadbać o siebie i swoje sprawy, nie wyręczaj go w tym szukając nowych, "lepszych" ośrodków nie wiedząc nawet czy w tym jest źle i czy jemu w ogóle przyszło to do głowy. Gdyby chciał, porozmawiałby o tym z Tobą przy najbliższej okazji.

[quote=jozefaa]Wiesz leczenie alkoholizmu jak tylko ma uzależnienie od alkoholu (tylko?) a nie od narkotyków to takie leczenie odbywa się w ośrodkach zamkniętych krótko terminowych znaczy od 6-8 tygodniowe i dalej pacjenci uczęszczają na grupę AA[/quote]
Tylko? Tu nie ma "tylko". Jest UZALEŻNIENIE. Nieważne czy od marihuany, alkoholu, heroiny, relanium czy kodeiny... I nie ma reguł, że alkoholik potrzebuje terapii krótszej a narkoman dłuższej - widać też po synu Teesy. Zawsze w takich momentach nasuwa mi się pytanie czy tak samo (długo) leczyć 18-latka uzależnionego rok od marihuany i 50-latka z 30-letnim stażem uzależnienia od heroiny), a dla lekomanów to jakiej długości ośrodek? Średniej? Generalizacja, taka jak ta z początków leczenia narkomanii. Wszystkim hardcore.
Znam alkoholików uzależnionych wyłącznie od alkoholu, którzy leczyli się w długoterminowych ośrodkach i to im pomogło, znam takich, którzy jeżdżą co jakiś czas do 6-tygodniowej krótkoterminówki i chodzą na grupy terapeutyczne i terapię indywidualną, ale jak ktoś chce się rozwijać to jeden turnus nie załatwi sprawy jeśli się na tym poprzestanie. Poza tym moje zdanie jest takie, że zarówno narkoman jak i alkoholik (czy inny uzależniony) po 6 tygodniach nie jest w stanie nawet się odwirować, a co dopiero zacząć myśleć racjonalnie i wprowadzać w swoje życie zmiany wg poznanych (na razie tylko teoretycznie) zasad trzeźwienia. Na to trzeba czasu i długotrwałej terapii (niekoniecznie w ośrodku) lub jak niektórzy pracy nad programem AA (przy założeniu, że grupa AA nie jest "chora"), właśnie wczoraj rozmawiałam ze znajomym terapeutą, który mówił, że w Krakowie terapeuci robią rozeznanie i listy mityngów, które są "zdrowe" bez fanatyzmu i chorych klimatów, niestety takie również się zdarzają.
I na Boga (czy inną Siłę Wyższą) nie każdy alkoholik musi trzeźwieć na AA i w ten sposób się rozwijać pracujac na 12 krokach. Są też grupy terapeutyczne, grupy wsparcia, grupy nawrotów, grupy treningowe itd... prowadzone przez specjalistów.
A najważniejsze jest to żeby w ogóle podejmować leczenie (nawet jeśli metoda czy sposób okaże się nie trafiony to doświadczenie i ta wiedza, która kiedyś wydawała mi się stratą czasu i tak się przydaje i wiele wnosi w dalszą pracę nad sobą - z mojego 10-letniego doświadczenia z własnych prób leczenia). To tak troche poza głównym tematem. :-D


człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 19:05

[quote=magnola]
A, że w ośrodku są pewne zasady i może nie jest on liberalny to inna bajka. Są różne metody, różne style leczenia, ośrodek czy rodzaj leczenia można zmienić, a przede wszystkim wybrać. Kiedyś może nie było wyboru i leczono wszystkich na jedno kopyto ale teraz jest. Więc teesa Twój syn ma wybór! I ma 39 lat. Pozwól mu wybierać. Jakby działa mu się krzywda to już dawno by go tam nie było powtórzę za ana_xx.

A swoją drogą on przy okazji terapii ma się nauczyć jak samemu zadbać o siebie i swoje sprawy, nie wyręczaj go w tym szukając nowych, "lepszych" ośrodków nie wiedząc nawet czy w tym jest źle i czy jemu w ogóle przyszło to do głowy. Gdyby chciał, porozmawiałby o tym z Tobą przy najbliższej okazji.
[/quote]
Ja to wszystko rozumiem i staram się zanadto nie ingerowąc. Ale jestem matką i nie mogę spokojnie czekac w sytuacji, gdy sprawy przybierają zły obrót. Oczywiście - "wariant B" mam przygotowany, gdyby trzeba było działac szybko - i tylko za zgodą syna.
Boję się tylko, że może się okazac, że syna kolejny raz zawiedzie instynkt samozachowawczy (jeśli w ogóle coś takiego ma).

Nie podważam też zasad panujących w ośrodku - gdyby tam potraktowano mnie normalnie, jak człowieka, możliwe, że nie byłoby mnie tutaj :)

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za reakcję.
Mam nadzieję, że za jakiś czas będę tu mogła napisac, że wszystko jest OK i podzielic się swoją radością...

ana_xx
avatar
nowicjusz
nowicjusz
postów: 5

Posted:
30.lis 2010 - 20:06

doskonale cie rozumiem teesa. moje dziecko jest w Graczach teraz. w zeszłym tygodniu był bieg skalnika, syn na okoliczność uszkodzenia lekotki nie bardzo mial checi biec , dla bylo to oczywiste ze nie bedzie biegl. i tu zonk. przyjezdzam do osrodka a moja bida jedzie karetka. po 5 km spuchlo kolano jak bania. na spotkaniu z rodzicami poruszylam temat , ze uszkodzone , ze nie powinien itp. uslyszalam ze wlasnie mial biec, przelamac slabosc, dostosowac sie itp. I bardzo dobrze! oczywiscie ze martwie sie ze bedzie mial problemy z kolanem , ale skoro syn dostosowal sie do wymogow i pobiegl znaczy ze cos drgnelo w jego zyciu, zmienia sie i sam tego chce, Oczywiscie nie ma tu porownania z zagrozeniem zycia twojego syna , ale skoro on tam jeszcze jest to znaczy ze tak wybral. uwazam ze pytanie go lub co gorsza namawianie na plan B nie jest dobry. 1046142 to moj nr gg gdybys chciała pogadac.

pozdawiam


"Za bardzo Cię kocham by
uprawiać z tobą seks. To mi burzy moje idealne postrzeganie ciebie.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 20:19

Ana, nie będę go namawiac, chociaż bardzo się martwię. Gdyby jednak "coś", to wariant jest... ;)

Do 8 grudnia jestem w pracy i korzystam z lapka szefa. Nie ma on GG, niestety. Zainstalowałabym (a co), ale nie wiem jak się w Viście odinstalowuje (anglojęzyczna jest i nie mogę rozgryźc :)

Bardzo chętnie z Tobą PoGGadam, jak wrócę do domu.
My, nieszczęsne matki, chyba się rozumiemy...

Pozdrawiam!
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
30.lis 2010 - 21:04

Magnola znamy się nie od dzisiaj i wiesz chyba że nie chodziło mi o to że uzależnienie od alkoholu jest nie trudne do leczenia id. chodziło mi o uzależnienie krzyżowe właśnie bo coś mi nie grało aby wysyłali alkoholika na tak długie leczenie bo faktycznie jest ono zazwyczaj zbędne. Zadałem pytania teesie aby poznać trochę historię leczenia jej syna , który jak się okazuje ma 39 lat i jest po wielu próbach leczenia krótkoterminowego i również ćpał, dlatego postanowili leczyć go długoterminowo. Moje przypuszczenia okazały się trafne jak się okazało.
teesa - piszesz tu na tej stronie aby usłyszec nasze doświadczenia mam nadzieję jak i odczucia. Ja czuję jeden wielki niepokój czytając Twoje wypowiedzi że tak naprawdę nie dajesz synowi się usamodzielnić (jesteś nadopiekuńcza Twój syn ma 39lat!) Ja zaufałbym terapeutom i pozwolił im działać czyli pracować nad synem. Twoje interwencje mogą tylko psuć ich całą włożoną prace. Mój syn miał 17 lat jak poszedł się leczyć a nie mieliśmy z nim kontaktu przez ponad 8 miesięcy! Terapeuci w ośrodku są przygotowani do pracy z osobami uzależnionymi i że tak powiem rozgryzają najtrudniejsze przypadki aby wyrwać ich ze szponów choroby, ale nie można im w tym przeszkadzać.
Sam się leczyłem od uzależnienia od alkoholu i wiem jak przebiega taka terapia oraz jak pomaga grupa AA. Znam doskonale program i wiem jedno że jak ktoś ma szczerą chęć zaprzestania picia daje radę i wygrywa z tą chorobą. Syn był wiele razy na terapii i grupa też nie pomogła mu utrzymać abstynencji nie wspominając pewnie o trzeźwości. Wiem jedno że nadopiekuńczość niszczy całą pracę terapii. Wiem z praktyki że osoba uzależniona nigdy nie da rady wyrwać się chorobie wiedząc że ktoś zawsze za niego zarobi kasę i go utrzyma i że będzie miał gdzie spać jak zachla itd. czyli jak nie pozbędzie się w pełni pseudo ratowania i nie poniesie w pełni swoich czynów konsekwencji picia czy ćpania raczej nie wyrwie się z tej choroby za życia oczywiście bo wszyscy przestaną kiedyś pić czy ćpać ale tylko niektórym udaje się to za życia. Ja bym nie kombinował na Twoim miejscu , ni śledził, nie kontrolował a zaufał bym wreszcie terapeutom. Skończył bym z nadopiekuńczością. Czyli poszedł bym na terapię dla współuzależnionych i zająłbym się sobą i w ten sposób najlepiej bym pomagał synowi. Inaczej moim zdaniem kicha będzie znowu. Co Ty zrobisz zależny tylko od Ciebie. Wiem jedno syn się leczy a TY? Może boli to co pisze ( za co przepraszam) , ale to jest moje zdanie i moja prawda wzięta z życia , a trochę już przeżyłem jeżeli chodzi o uzależnienia od alkoholu czy narkotyków i wydaje mi się że wiem przynajmniej jak nie szkodzić w leczeniu syna. Pozdrawiam i może warto pomyśleć o sobie i rozpocząć coś robić ze swoim współuzależnienem, to naprawde ważne jak sie chce pomóc naprawde synowi, oraz polecał bym grupę wsparcia dla rodziców dzieci uzależnionych.



napisany przez: jozefaa, 30-11-2010 - 22:16

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
30.lis 2010 - 21:40

[b]jozefaa[/b]- Zrobiłam się "nadopiekuńcza" po tym, jak odcięłam syna całkowicie od siebie (po latach wszelkiego rodzaju perswazji) i po 6 latach odnalazłam umierającego na oddziale intensywnej terapii. Nie życzę tego nikomu, ale myślę, że i Twoje postawy by "drgnęły".

Jeśli chodzi o nowolipski ośrodek, to nie kwestionuję terapii, a sposób traktowania rodzin pacjentów (i, ewentualnie, lekceważenie potrzeb zdrowotnych pacjentów).

Co do terapii alkoholików, to w pełni się zgadzam z tym, co napisała Magnola. Jest tyle dróg do trzeźwienia, ilu chorych.

Główny problem mojego syna to alkohol. Z narkotykami to były epizody (czego, oczywiście, nie należy lekceważyc).

Co do mojego współuzależnienia, to jest ono niewątpliwe i nieodwracalne, ale jestem w kontakcie z fachowcami ;). Nie jest to typowa terapia, bo na mnie akurat taka nie działa. Jeśli jakakolwiek terapia może pomóc [b]MATCE[/b]...

Przez 20 lat zdołałam poznac trochę mechanizmy alkoholizmu i szczerze Ci gratuluję, że zdołałeś się ogarnąc - niestety, niektórzy potrzebują więcej czasu i silniejszych bodźców. Póki życia, póty nadziei...

Serdecznie pozdrawiam.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
30.lis 2010 - 22:55

teesa- moje postawy drgnęły i to nie raz możesz mi wierzyć. Niejednokrotnie zastanawiałem się czy postępuję prawidłowo czy nie staram się leczyć za syna itd. Analizowałem swoje postępowanie i wyciągałem dziki Bogu zazwyczaj trafne wnioski. Wiele pracowałem nad sobą. Nauczyłem się pewnych zasad- nie szkodzić,nie być nadopiekuńczym, to nie znaczy dla mnie zostawić osobę chorą samą. Mój syn wyleciał z domu kilka razy . lecz zawsze wracał bo wiedział że ma powrót do domu jak tylko podejmie decyzję o leczeniu. Najdłużej jeden raz się mu to zdarzyło opuścił dom na 4 czy 5 dni.Zawsze mu mówiliśmy że Go kochamy i będzie miał w nas wsparcie gdy zacznie się leczyć lecz nigdy nie może na nas liczyć gdy będzie ćpał bo nie pozwolimy mu zabijać się na naszych oczach i za naszym pozwoleniem. Poniesienie konsekwencji picia czy ćpania to nie jest dla mnie to samo co odcięcie się od syna całkowicie na kilka lat, lecz wezwanie np. policji gdyby był agresywny itd.. Moim zdaniem nie na tym polega ponoszenie konsekwencji i nie na tym polega leczenie siebie ze współuzależnienia czy nadopiekuńczości. Inaczej widzę rozumujemy ponoszenia konsekwencji, współuzależnienia jak i nadopiekuńczości. Oczywiście że każdy ma swoją drogę do trzeźwienia jest to jasne, ale nikt nie wytrzeźwieje za osobę chorą, to musi chcieć sama osoba zainteresowana, a nasza w tym głowa aby mu pomóc podjąć decyzję o leczeniu,jak i umiejętnie zmotywować bliską naszemu sercu osobę do ukończenia leczenia. Tak ja uważam, nie wiem mogę się oczywiście mylić, na szczęście u nas to zadziałało. Ja uczyłem się jak postępować na tej stronce jak i na terapii dla rodziców dzieci uzależnionych jak i wielu innych spotkaniach terapeutycznych czy seminariach naukowych związanych z chorobą uzależnienia. Nam się udało i po 5 latach walki o syna wyrwał się z tej choroby dzięki Bogu i kilka lat jest już trzeźwy, za co dziękujemy Bogu i terapeutom.
Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia w walce o syna oraz podejmowania trafnych decyzji jeżeli chodzi o leczenie syna jak i swoje.

[quote]Przez 20 lat zdołałam poznac trochę mechanizmy alkoholizmu i szczerze Ci gratuluję, że zdołałeś się ogarnąc - niestety, niektórzy potrzebują więcej czasu i silniejszych bodźców. Póki życia, póty nadziei...[/quote]
Kurcze trochę mnie dziwi to co napisałaś - bo przez 20 lat poznawania mechanizmów choroby alkoholowej - gratulujesz mi że zdołałem się ogarnąć ;-) - co to znaczy ogarnąć? W leczeniu uzależnień nie chodzi o ogarnięcie lecz o utrzymanie abstynencji a z czasem rozpoczęcie trzeźwienia. Może w wielkim skrócie opiszę Ci jak to było u mnie.Po terapii 8 tygodniowej stacjonarnej i potem przez rok co miesięczne zjazdy w ośrodku oraz uczęszczanie na grupę AA jak i wprowadzenie w życie oprócz grupy dalszych zaleceń terapeutycznych pozwoliło mi utrzymać abstynencję jak i mam nadzieję rozpocząć proces trzeźwienia przez kilkanaście już lat. Ogarnąć kojarzy mi się to np. łózko przykryć piękną kapą rozwaloną kołdrę, nie na tym to polega. W leczeniu uzależnień ważny jest właśnie środek nie zewnętrzna powłoka. Najpierw leczy się ciało, potem psychikę a na końcu ducha (rozwój duchowy) tego mnie nauczyli na 12 Krokach, terapii i jak na razie przez te kilkanaście już lat dzięki Bogu to działa :-)



napisany przez: jozefaa, 01-12-2010 - 08:15

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
1.gru 2010 - 08:42

Pisząc, że się "ogarnąłeś" miałam na myśli dokładnie to, o czym piszesz.

Syna "odcięłam", bo [b]nie przestawał[/b] pic - mimo stawiania sprawy w taki sposób, jak Ty wobec swojego syna.
Przed "odcięciem" było umożliwienie (kolejny raz) skorzystania z terapii, a po niej czekała niezła praca z mieszkaniem. Ja wyprowadziłam się "w nieznanym kierunku", by nie mógł powrócic do utartych schematów. On nie wiedział, gdzie mnie szukac; ja wiedziałam, co się z nim dzieje. Miał kontakt z rodziną (jeśli tylko chciał) i wiedział, że jeśli podejmie właściwe decyzje, pomogę mu.
Jeśli myślisz, że była to łatwa decyzja (z powodów zarówno emocjonalnych, jak i praktycznych), to bardzo się mylisz.
Nie przeszkodziło to synowi w kultywowaniu "ulubionego" sposobu życia - aż do czasu, kiedy alkohol nieomal go zabił.

Acha - policja też bywała.

Nie jestem ciemną kobietą - szukałam pomocy dla siebie i dziecka wszędzie - i Bogu dzięki!- udało mi się ją znaleźc. Masz chyba świadomośc, że nie wszystko złoto, co się świeci i nie każda organizacja, z definicji służąca do pomagania w takich sytuacjach, rzeczywiście chce i jest w stanie pomóc.

Mnie te 20 lat nauczyło tego, że staram się nie udzielac nikomu "jedynie słusznych" rad, bo wiem, że tyle sposobów, co ludzi. Każdy musi natrafic na swój sposób - wtedy jest sukces.

Nie wiem, czy czytałeś moje pierwsze posty - ja tu napisałam w trochę innej sprawie... Myślę, że syn jest na dobrej drodze (wreszcie!) by opanowac nałóg - jest naprawdę mocno zmotywowany i zdecydowany; gorzej, że jeśli zaniedba leczenie ciała, to...







napisany przez: teesa, 01-12-2010 - 12:57
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
1.gru 2010 - 18:16

Wiem co za piekło przeżywasz i jakie trudne decyzje podejmowałaś i ile Cię to zdrowia i nerwów kosztowało. Te nieprzespane noce i zalane łzami poduszki. Dla mnie jednak najgorsze było odczucie bezsilności że nic już nie możemy zdziałać. Niekiedy stoi się jak pod ścianą i ciemność zero wszystkiego, ale nie można odpuścić. Niekiedy się zastanawiam ile to może człowiek znieść w tym w sumie krótkim życiu ziemskim hi hi. Ale damy radę nie ma innej opcji. No a syn sam musi wiedzieć co może a czego nie,jaet zmotywowany więc może wreszcie uda mu się osiągnąć cel i zarazem zadba o zdrowie i fizyczne. My rodzice nie damy rady prowadzić przez całe życie swoich dzieci.

[quote]Mnie te 20 lat nauczyło tego, że staram się nie udzielac nikomu "jedynie słusznych" rad, bo wiem, że tyle sposobów, co ludzi. Każdy musi natrafić na swój sposób - wtedy jest sukces.[/quote]
Wiesz pisałem o sobie i swoim doświadczeniu z tego powodu aby pokazać Ci jak u nas zadziałało, pisałem też że co Ty wybierzesz zależny to tylko od Ciebie. Nie pisałem że nasza droga jest jedyną słuszną droga. Ty sama jak wiesz wybierasz swoją drogę walki o syna, trwa jednak już to u Was 20 lat, jest to szmat czasu więc coś tam nie zatrybia do końca że się tak wyrażę i dlatego mnie to trochę martwi. Z obliczeń wychodzi mi że syn miał 19 lat jak zaczęłaś walczyć o niego z jego chorobą alkoholową a teraz ma 39 kurcze całe 20 lat!



napisany przez: jozefaa, 01-12-2010 - 19:19

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
1.gru 2010 - 19:04

Tak to już jest, [b]jozefaa[/b], że jednemu wystarczy "12 kroków" i jedno "podejście" (znam i szanuję takich ludzi), inny tych kroków potrzebuje 1000, a jeszcze inny - 100 000... Z samego dna przepaści. Są też tacy, którzy nigdy nie wracają...
Musimy byc dobrej myśli, bo w przeciwnym razie nic nie miałoby sensu.
Stanowimy odrębną grupę ludzi, których może różnic wszystko, ale jednoczy - ból. Ból własnego istnienia i ból niepokoju o najbliższych. Niepokój ten zostanie już z nami na zawsze - musimy się z tym pogodzic...

Ja nauczyłam się nie myślec o tym, co było; nie rozpamiętywac tego - skupiam się na tym, co mogę zrobic tu i teraz, i zrobic to najlepiej, jak można.

Życzę Ci wytrwałości i wielu powodów do radości - także tych małych, codziennych...



napisany przez: teesa, 02-12-2010 - 18:56
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
2.gru 2010 - 16:04

[quote] Z samego dna przepaści. Są też tacy, którzy nigdy nie wracają... [/quote]
Nie chciałem tego pisać, ale widzę że wiesz i o tym, że niektórym nie jest dane być trzeźwym, nie potrafią być szczerymi w stosunku do siebie i my wtedy nie możemy im pomóc, lecz nie możemy się poddawać. Wiesz podziwiam Cie za Twój upór i siłę, skąd Ty czerpiesz tyle sił aby tak długom walczyć. Jedynie matka może wykrzesać w sobie tak wielką miłość, miłość do dziecka jest zbliżona do miłości bożej, bezwarunkowej i niesłabnącej nigdy. Jesteś wielka, chylę czoło przed Tobą i żyj nadzieją że tym razem się uda czego z całego serca Wam życzę.

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
2.gru 2010 - 17:58

Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. To jest to, co czyni życie lżejszym! :)
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
28.gru 2010 - 17:44

Powiedzcie mi czy w monarze mozna przebywac z partnerka? i czy we wszystkich osrodkach obowiazuje abstynencja seksualna?? dzieki za odpowiedzi!
KARO
avatar
moderator
moderator
postów: 1079

Posted:
29.gru 2010 - 18:29

A Ty tam się jedziesz leczyć, czy pier****ć po kątach?



**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
29.gru 2010 - 18:33

oho rzetelna i obiektywna odpowiedz. powiem tak. zwracam sie z tym pytaniem do facetów :) "czy w monarze mozna przebywac z partnerka? i czy we wszystkich osrodkach obowiazuje abstynencja seksualna??" pytam bo nie wiem czy jest jeden regulamin dla wszystkich placówek. choc zadnego nie znalazłem.



napisany przez: iasudfiu, 29-12-2010 - 19:35
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
29.gru 2010 - 20:14

Każdy ośrodek ma swój regulamin, ale jak wiem w każdym jest abstynencja seksualna. Nie znam żadnego ośrodka aby można było się leczyć z dziewczyną swoją i nie było abstynencji. Karo ]dobrze napisała hi hi.

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
magnola
online
avatar
moderator
moderator
postów: 895

Posted:
29.gru 2010 - 21:30

Nie jestem facetem ale lubię swój pierwiastek męski więc odpowiem:P Każdy ośrodek ma własne zasady jak już napisał Józef. Są ośrodki, w których wyjątkowo mogą leczyć się pary. Nie powiem ci które obecnie bo szukać mi się nie chce, przeglądałam nie raz taki informator ze wszystkimi placówkami i ośrodkami zajmującymi się leczeniem uzależnień i na pewno były tam takie ośrodki. Jednak zalecane jest aby przynajmniej na początku terapii pary leczyły się oddzielnie. Myślę, że to ustala się przed przyjęciem, a ustalenia i ewentualna zgoda wynika od wstępnych rozmów z obojgiem i też od tego jak partnerzy mogą wpływać na siebie podczas terapii. Jeśli jednak Twoja partnerka nie jest uzależniona i chcesz żeby po prostu w ośrodku z Tobą mieszkała to nie ma takiej opcji. Nie wiem jak jest z abstynencją seksualną, z tego co czytałam o różnych ośrodkach to się doczytałam, że w niektórych są dopuszczalne relacje partnerskie na bardziej zaawansowanych etapach terapii lub poza ośrodkiem np na przepustce.


człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
**nieznany użytkownik** 
Użytkownik niezarejestrowany

Posted:
7.sty 2011 - 16:44

Otóż, oczywiście, że są ośrodki, gdzie nie obowiązuje AS i gdzie pary mogą się leczyć razem. Np. ośrodek w Nowym Dworku. AS-a nie ma, a leczenie par wygląda baardzo różnie. Nie wiem jak jest w innych ośrodkach pod tym względem, ale w Nowym Dworku też nie określono jednoznacznie jak to wygląda, wszystko ustalane jest indywidualnie. I tak na przykład moje leczenie z facetem wyglądało tak, że po 2 tygodniach tzw. "kwalifikacji" (koniecznej do weryfikacji do której z trzech filii osoba się nadaje), rozdzielono nas do dwóch różnych filii, na kilka(naście) miesięcy, w możliwością ubiegania się w międzyczasie o ustalenie kontaktu (telefonicznego, osobistego), po jakimśtam czasie terapii.
Są też przypadki, że od razu para jest ze sobą na filii, w grupie, mieszka razem (ale taki przypadek znam jeden i wynikało to z tego, że są w ośrodku po raz 3-ci i ich związek nie wpływał bezpośrednio na ich grzanie czy nie grzanie (choć ciężko mnie sie to mieści..).
A ode mnie tylko tyle, że nie wyobrażałam sobie rozdzielenia z facetem, chciałam z nim żyć i umrzeć, ale widzę czarno na białym, że jak się chce przestać ćpać, to trzeba myśleć o sobie-ćpunie, a nie o sobie-partnerze kogośtam.
jozefaa
avatar
neofita
neofita
postów: 1677

Posted:
23.cze 2011 - 13:04

W związku że nie ma większych ostatnio ruchów na stronce że się tak wyrażę, postanowiłem wrócić do mojego tematu po bardzo długim czasie i napisać ( może to kogoś jeszcze zainteresuje,[b]zwłaszcza myślę tu o tych osobach, które potrzebują wsparcia że można wyjść z tej choroby i prowadzić normalne zycie )[/b] co się zmieniło w kilku słowach w naszej rodzince. Najważniejsze syn pracuje już dłuższy czas w ośrodku gdzie ukończył leczenie, robi też kurs terapii uzależnień w Gdańsku. Z tego co się orientuję daje sobie świetnie radę i potrafi robić to co robi naprawdę dobrze. Bardzo się usamodzielnił oczywiście ( ma już 24 lata!!), poznał super dziewczynę, widać że się świetnie rozumieją i dogadują, jest w temacie bo pracuje też w tym samym ośrodku co Bartek od kilku miesięcy jest terapeutką. Może coś wyjdzie hi hi ;-) z tego związku. A u nas cóż po staremu, tylko że nie przezywamy już stresów związanych z chorobą syna. On już w pełni stał się odpowiedzialny i wie jak ma żyć, jakie ma ograniczenia itd. z którymi sobie świetnie radzi i umie z nimi normalnie, zdrowo żyć. Naprawdę można wyjść z tej choroby, dzięki wspaniałym osobom, których Bartek i my także spotkaliśmy na swojej drodze, już niestety ś.p.. Pani Basi Karaczyńskiej i Jej pracownikom, terapeutom z ośrodka w Zapowiedniku i Opaleniu , tam uzyskał pierwsze szlify i mimo że nie ukończył tam terapii opuścił ośrodek po 16 miesiącach zrobił tam pierwsze swoje szlify w leczeniu. Dalej Toruń, ośrodek na Tramwajowej krótko terminowy którego ukończył, lecz dalej popłyną no i poszedł wreszcie do Kurcza do Ośrodka Leczenia Uzależnień Zaroślak , który ukończył i jest już od tej pory super. Dziękujemy Wam wszyscy którzy nas wspieraliście też natej stronce, bardzo nam ona pomogła, Mariusz, Magnola, Karo itd.itd.Buńcio itd. itd. dziękujemy i obecnie także staramy się pomagać innym w podobnej sytuacji, tak jak umiemy oczywiście czyli dzielimy się własnym doświadczeiem.Pozdrawiam Józef



napisany przez: jozefaa, 23-06-2011 - 22:39

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
derka
avatar
domownik
domownik
postów: 33

Posted:
7.lip 2011 - 11:49

Witam, fajnie czytac i wiedziec takie pozytywne wypowiedzi nawet po paru latach..:) powodzenia!