<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest czwartek, 12 grudnia 2019, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:9432

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:1151
W tym miesiącu:16871
W tym roku:405570
Ogólnie:3550357

Od dnia 08-01-2002

Plotki, ploteczki, plotuchny: Tomasz Piątek: Byłem zakochany w heroinie

Baśka ::: 01-08-2008 ::: 3117 raz(y) oglądano.

Zobacz powiekszenieCzuję nostalgię za Warszawą. Ale z drugiej strony Warszawa to jest dla mnie nie raj, ale piekło utracone - mówi autor nowej powieści "Pałac Ostrogskich".

Anna S. Dębowska: Dlaczego zależało panu, żeby spotkać się w miejscu, w którym nie podaje się alkoholu?

Tomasz Piątek: Bo jak się jest uzależnionym od heroiny, to jest się uzależnionym od wszystkiego i trzeba unikać pułapek. Są ludzie, którzy rodzą się uzależnieni. To 10 proc. populacji i ja należę do tej grupy. W zasadzie wiedziałem o tym od dziecka, jeszcze zanim zacząłem brać. Znam ludzi, którzy ćpali heroinę i przestali, bo im się znudziła. Tymczasem uzależnieni wykorzystują każdy pretekst, by wrócić do nałogu. To jest pewnego rodzaju wada mózgu, która sprawia, że człowiek uzależniony nie jest w stanie wytrzymać momentu, w którym kończy się przyjemność. Wtedy pojawia się cierpienie. Trzeba by wykrzyczeć jakieś płonące kosmosy, żeby oddać, jak to boli.

Już pan nie bierze heroiny?

W tej chwili nie biorę. Ale wiadomo, jak to jest. Mam program 24 godzin. Dzisiaj nie biorę, ale nie wiem, co będzie jutro. Opieram się jednak na czymś ważnym - podjąłem decyzję, że nie biorę i nie piję. To już bardzo dużo.

Pytam o to wszystko, bo w "Pałacu Ostrogskich" wydanym sześć lat po głośnej "Heroinie" powrócił pan do tematu uzależnienia. Czy "Pałac..." jest dopełnieniem "Heroiny"?

Nie. "Heroina" to była książka o człowieku, który pragnie się doprowadzić do takiego znieczulenia, żeby stać się przedmiotem, i widzi w tym jakieś tępe, betonowe szczęście. W "Pałacu Ostrogskich" jest odwrotnie. Bohater, który się doprowadził do takiego stanu, rozpaczliwie walczy, żeby przestać być betonowym, zacząć z powrotem czuć. To książka o tym, jak ktoś próbuje się wyplątać z bycia przedmiotem i znowu wrócić do człowieczeństwa, odrodzić się. Mieć w życiu wybór.

Heroina w pana pierwszej powieści jest uwodzicielska. Pan to świetnie opisał. Pamiętam takie porównanie, że kiedy narkotyk zaczyna działać, to jest tak, jakby w głowie rozlała się filiżanka gorącej czekolady. Bardzo sugestywne. Powiedział pan potem, że jeśli ktoś pod wpływem tej książki zacznie ćpać, to się pan zabije.

I kiedyś śniło mi się, że w kopercie dostaję 34 zdjęcia żałobne osób, które zaczęły znowu brać po przeczytaniu "Heroiny". Ale jak wspomniałem, człowiek uzależniony wykorzysta każdy pretekst, żeby wrócić do nałogu, jeśli nad tym nie pracuje.

W "Pałacu ..." też jest pan sugestywny, ale nie ma już żadnej idealizacji. Drastycznie pokazuje pan konsekwencje ćpania.

Bo ja już nie chcę być uwodzicielski. Po tym, jak w ośrodku odwykowym niespełna trzy lata temu przeszedłem bardzo bolesne dziewięciomiesięczne leczenie, przestałem wierzyć we własne kłamstwa. Już nie mogę się łudzić, że heroina jest fajna. Nie umiem już odciąć myślenia o konsekwencjach, jakie się wiążą z zażywaniem czegokolwiek. Wcześniej programowo odcinałem. Narkoman stara się nie myśleć o konsekwencjach, a ja, pisząc "Heroinę", byłem wręcz zakochany w narkotyku. Chciałem się wgryźć w samo słodkie jądro heroiny, nie pamiętać o tym syfie i bagnie, krwi i bólu.

W "Pałacu ..." został już tylko ten syf, cierpienie. Ale dla mnie te "słodkie" metafory o tym, jak narkoman "roztapia się w morzu marmolady" i stopniowo traci kontakt z rzeczywistością, były bardziej przerażające niż opis, jak leży pan na betonie w melinie i wszystkimi porami wydziela z siebie żółć.

Mam nadzieję, że po tej książce ludzie przestaną mnie wreszcie nazywać autorem "Heroiny". Bo "Pałac Ostrogskich" z mojego punktu widzenia to książka dużo lepsza. Drażni mnie to ciągłe powracanie do "Heroiny". Owszem, było o niej głośno w mediach, ale ludzie rzucili się na nią nie dla jej wartości literackiej, ale ze względu na tytuł. Żartowałem sobie nawet, że gdybym chciał utrzymać ten poziom sukcesu, to następną powieść musiałbym zatytułować "Pedofilia", a trzecią "Kanibalizm".

Narrator "Pałacu..." nazywa się Tomasz Piątek. Napisał pan bardzo osobistą książkę.

Osobistą nie tylko dlatego, że piszę w niej o uzależnieniu. Jeżeli w tej książce pojawiają się rzeczy, które wydają się fantastyczne, to tym bardziej jest to książka prawdziwa, tym bardziej opowiada o mnie. Ubolewam, że żyjemy w czymś, co nazywam duchowym holocaustem. Społeczeństwo neguje to, że człowiek ma jakiś ciekawy, wartościowy wewnętrzny świat. Ludzi to nie interesuje, co inni mają w środku. Wolą gapić się w komputer czy telewizor, niż poświęcić trochę uwagi drugiemu człowiekowi, zdobyć się na wysiłek zrozumienia go. Buntuję się przeciwko temu. W "Pałacu..." połączyłem ostry realizm z ostrą fantastyką. Z całą świadomością, że niektórych czytelników może to zdezorientować. Szczególnie tych, którzy zapomnieli, że człowiek ma w środku różne alternatywne światy i wszechświaty.

Akcja powieści rozgrywa się najpierw wokół Pałacu Ostrogskich na warszawskiej Tamce, a potem w jego podziemiach. Dlaczego zainteresował pana ten zabytek?

Bo Warszawa jest miastem, które staje się coraz bardziej szare, kwadratowe, uporządkowane. A Pałac Ostrogskich jest inny, tajemniczy. Pod nim według tradycji ciągną się ogromne podziemne lochy. Legenda mówi, że pływała w nich Złota Kaczka. W XIX w. w podziemiach mieszkał margines przestępczy. Zbiry porywały ludzi dla okupu i ukrywały w lochach. Ciekawe, że mieści się tam teraz Muzeum Fryderyka Chopina, podczas gdy cała rodzina Chopina wyrażała w listach lęk o to, że Frycka porwą i uwiężą na Tamce. Mieszkał na Krakowskim Przedmieściu, było to więc całkiem realne niebezpieczeństwo.

Był pan w tych lochach?

Nigdy.

A ja tak.

Naprawdę są takie duże?

Nie, na pewno nie tak bardzo jak w pana powieści. Ale tak naprawdę trudno powiedzieć, bo są zasypane. Sięgają ponoć aż do Smolnej.

I na tym właśnie polega zagadkowość tego miejsca. Podobnie postrzegam skarpę na bagnach wilanowskich, cały Służew, gdzie było pierwsze w Warszawie osadnictwo, gdzie stoi najstarszy kościół w Warszawie pod wezwaniem św. Katarzyny. Wcześniej podobno odprawiano tam kulty pogańskie, a w XVIII w. masoni mieli swoją świątynię. Fascynacji tymi terenami dałem wyraz w mojej powieści "Bagno".

Ale tych tajemniczych rejonów jest coraz mniej. Znikają te wszystkie dzikie, zapuszczone miejsca, zapomniane budowy, zarośnięte forty, jak Fort Włochy, gdzie bawiłem się jako dziecko. Górki, zarośla, ugory na Ursynowie, które wspominam jako wspaniałe miejsca do zabawy, przestrzeń dla wyobraźni - bo to były tereny, które niczemu nie służyły.

Dla mnie tajemniczość jest gwarancją życia. Tam, gdzie jest tajemnica, tam jeszcze jest coś do odkrycia. Jak wszystko zabudujemy, powstanie betonowa pustynia. W takim mieście nie da się myśleć w otwarty sposób.

Nie podoba się panu, że Warszawa się cywilizuje?

Przez pięć lat mieszkałem w Mediolanie. Zamknięte podwórka, kamienice jak twierdze, ulice wąskie po włosku, a domy już ciężkie po niemiecku, bo Mediolan został w pewnym momencie przebudowany. Wewnątrz tych podwórek są czasami piękne ogrody, ale całkowicie zamknięte. Tylko jak się idzie taką potwornie duszną ulicą między rozgrzanymi murami, nagle dolatuje zapach, np. glicynii. Czuje się, że tam, za murem, coś jest, jakaś ukryta przestrzeń. To miasto tajemnic, ale w zupełnie odwrotny sposób niż Warszawa. Tyle że mnie się takie zabudowane miasto nie podoba. I dlatego z przykrością patrzę, jak Warszawa wypełnia murami swoje wolne przestrzenie i buduje strzeżone i ogrodzone osiedla, choć przecież to jest względnie bezpieczne miasto.

Bezpieczne? Warszawa to przecież idealne miejsce do snucia mrocznych opowieści. W pana powieściach a to sekta porywa i zabija młodych ludzi, a to policja znajduje trupy zatopione na wilanowskich bagnach.

Ja opisuję Warszawę taką, jaka by była, gdyby się z ludzi wylało to, co w nich siedzi. W powieści "Kilka nocy poza domem" jest to najwyraźniej powiedziane. Także w "Bagnie". Myślę, że w Warszawie z punktu widzenia duchowego dzieje się o wiele więcej, niż się wydaje, bo te wszystkie tajemnice są spychane. Ludzie ukrywają to, co przeżywają. Tymczasem gdyby te wszystkie fantazje, które ludzie w sobie mają i ukrywają, wylały się na miasto, mogłoby to być straszne. Ale na swój sposób ożywcze. Uchwycenie tej atmosfery to zadanie dla pisarza.

Ale pan już nie mieszka w Warszawie.

Przeniosłem się z Hanią, moją żoną, do Łodzi, bo tu dostała pracę. Nawet się cieszę, bo Warszawa jest dla mnie niebezpieczna, zakazana. Tu na każdym kroku natykam się na miejsce, gdzie kupowałem heroinę, całe miasto mi się z tym kojarzy, bo ja całą Warszawę przejeździłem za towarem wzdłuż i wszerz. I zaraz odżywa pragnienie, żeby wziąć. Ale z drugiej strony Warszawa to jest dla mnie nie raj, ale piekło utracone. Czuję nostalgię. Odżywają dawne nadzieje, kiedy marzyłem, że podbiję to miasto, że ono będzie moje. Warszawa ze swoją przestrzenią i tajemnicami wydawała mi się miastem pełnym możliwości, w którym wszystko może się wydarzyć. Niestety, w tym zestawie była również heroina.



* Tomasz Piątek (ur. 1974 r.)

Pisarz, dziennikarz, z wykształcenia italianista, przed sześcioma laty zadebiutował głośną powieścią "Heroina", drastyczną prozą o uzależnieniu od narkotyków. Właśnie ukazała się jego 11. z kolei powieść "Pałac Ostrogskich" wydana nakładem wydawnictwa W.A.B., pokrętna niczym labirynt, dygresyjna opowieść w warszawskiej scenerii pełnej mrocznych zaułków, podziemnych przejść i zagadkowych budynków. Autor książki i zarazem jej bohater rozlicza się ze swoją heroinową przeszłością i kluczy po mieście w poszukiwaniu wrażeń, a czytelnik wraz z nim, rozpoznając w powieści charakterystyczne miejsca Powiśla, Służewia i Ursynowa.

Rozmawiała Anna S. Dębowska

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować. Zarejestruj lub zaloguj się

panel użytkownika

Witaj przybyszu

Rejestracja jest całkowicie niezobowiązująca i umożliwia dostęp do wszystkich obszarów tej strony.
Dołącz do Nas!
Użytkownik:


Hasło:


Zapamiętaj mnie

Użytkownicy:  Użytkownicy:
Ostatni:  Nowy dzisiaj: 171
Ostatni:  Nowy wczoraj: 190
Ostatni:  Razem: 75645
Ostatni:  Ostatni:
Eargps770
Użytkownicy:  Online
Użytkownicy:  Użytkownicy: 0
Gości:  Gości: 24
Razem:  Razem: 24
Użytkownicy:  Użytkownicy online
Brak użytkowników online

urodziny

Urodzony(a)12 grudzień

- kaz (58 lat) male
- basiam-sz (35 lat) female

nasze quizy

zobacz wyniki

nasze dowcipy

  · Ciekawy
  · Seks na 2 ręce;)
  · czym stuka chleb w piecu?
  · Dziadek
  · dziadek

nasi najlepsi gracze :-)

1: Baśka (233)
2: lukasz25 (219)
3: Hefaren (122)
4: a-psik (113)
5: legionnaire (102)

Pokaż im, kto tu rządzi!
Zobacz najlepszych graczy...

nasz pokój gier

Blocks 2


1. domii: 200,645
2. Baśka: 168,852
3. kruha: 162,804

Wybierz sobie grę!
Otwarty Portal Monaru